Rozdział 1
***
Dryń, dryń....- rozległo się w pokoju.
O nie! Zbliża się koszmar...
Tak strasznie nie chcę tam iść.
Dzień w dzień to samo.
Banda aroganckich i rozpieszczonych dzieciaków,
które uważają się za najlepsze.
Po zmaganiu się z nimi przez dwa lata nie mam już siły.
A dlaczego to wszystko?
Tylko dlatego, że jestem inny.
Po szkole zamiast chodzić na imprezy i upijać się
do upadłego wolalem chodzić nad jezioro i
wpatrywać się w biegające po parku dzieci z
uśmiechem bawiące się w berka.
-Są takie szczęśliwe- myślę wtedy- Mają to, czego ja nigdy nie zaznałem.
* 8 lat wcześniej *
-Harry, wstawaj synu!- warknął jak zwykle wkurzony ojciec.
Zdawało mi się, że nigdy mnie nie kochał.
-Rusz ten swój chudy tyłek i chodź tu szybko!
Nie miałem wcale na to ochoty, ale przekonał mnie miły jak na tate ton głosu.
Powoli sturlałem się z łóżka i małymi krokami ruszyłem po schodach.
Natychmiast zdałem sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak.
Gdy byłem w salonie spojrzałem za siebie i wtedy...
***
Z zamyśleń wyrwał mnie ponowny dźwięk budzika.
Zdecydowanie znienawidziłem tą melodię.
-Haroldzie! Proszę, zejdź na dół!- z dołu dobiegł mnie głos matki.
Mama była zupełnie inna niż ojciec, lepsza.
-Idę mamo!- odkrzyknęłem
-Pośpiesz się synku!
-Pięć minut!
-Okay. Czekam.- oznajmiła spokojnie
Mama zawsze odwozi mnie do szkoły.
Nie zorientowałem się nawet kiedy zasnęłem, dopóki nie usłyszałem lekko zdenerwowanej matki.
-Haroldzie Styles! Minęło już 15 minut!
Liczę do 10 i jadę sama, przykro mi.
O nie..... Nie ma szans, żebym zdążył.
-1- zaczęła
Nie dam rady.
-2
-3
-4
Nie wiem, jak dostanę się do szkoły, ale wiem, że 6 sekund to za mało, aby się ubrać.
-W porządku mamo! Pójdę dziś sam.- powiedziałem
-Dobrze kochanie, może jakiś kolega cię podwiezie?
Taak, kolega... Może gdybym go miał?
-Tak, mamo. Pewnie ktoś będzie jechał w tamtą stronę.
-No to do zobaczenia Harry!
-Pa mamo!
Chwilę potem usłyszałem trzask drzwi.
Leżałem jeszcze pół godziny, po czym stwierdziłem, że
pora wychodzić.
Szybko ubrałem bokserski, czarne, wąskie spodnie i ciemną koszulę.
Na nogi włożyłem pierwszą, lepszą parę butów.
Na ulicy zauważyłem jakiegoś nieznajomego szurającego tenisówkami o ziemię.
Zaraz po wyjściu na chodnik usłyszałem jego słowa.
-Uhm...hej?- odezwał się niepewnie
Ku mojemu zdziwieniu okazał się inny, niż reszta nastolatków. Był cichy, spokojny i nieśmiały, a w jego oczach kryła się jakaś tajemnica.
-Hej- powiedziałem po chwili.
-Więc... Chodzisz tutaj do szkoły?- zapytał
-Tak, a ty zdaje się jesteś nowy?
-Dokladnie- nadal nie był rozluźniony- No, to jak tam jest?
-Szczerze? Pełno tam bogatej i rozpuszczonej młodzieży.
-OH... Nie brzmi za dobrze- zmartwił się
Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem mówiąc prawdę.
-Jeśli chcesz, to możemy trzymać się razem?- spytałem z nadzieją.
-Yhm..Myślę, że to nie.. W sumie to okay.- podjął decyzję.
W jego oczach zobaczyłem radość. Chwilę później jednak zakrył ją strach.
Zamieniliśmy jeszcze parę zdań, po czym dotarliśmy do szkoły.
------------------------------------
No to mamy koniec pierwszego rozdzialu.
Przepraszam za ewentualne błędy.
Proszę o zostawianie komentarzy.
Jeśli zobaczę komentarze będzie mi miłej tłumaczyć.
Dziękuje!
Zapowiada się świetnie :D Czekam na następny rozdział z niecierpliwością i dziękuję za zaproszenie tutaj. Pozdrawiam i weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje.
UsuńDo jutra zamierzam wstawić jeszcze jeden rozdział.