poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 15

Rozdział 15



*Harry*


Wtedy, gdy Louis zadzwonił...
Myślałem, że powie mi, że nie da rady mi tego wybaczyć.
Gdybym miał spisywać na kartkach rzeczy, które zniszczyłem, to nie jestem pewien ile setek drzew trzeba byłoby wyciąć.
Jestem kompletnym egoistą.
Jak on po tym wszystkim chce się ze mną zadawać?
Dojechałem do mieszkania Anny.
Nie wiem co mam o niej myśleć.
Niby uratowała mój związek z Louisem, ale z drugiej strony to właśnie ona go zepsuła.
Ale gdy zobaczyłem jej łzy...
Zrobiło mi się żal tej dziewczyny.
Jednak z tego, co powiedział mi ukochany, wiem, że wbrew pozorom ona wcale się nie zmieniła.
Kiedyś była egoistyczną suką.
I owszem, jest poprawa.
Teraz jest egoistyczną suką z przebłyskami wyrzutów sumienia.
Nie ma sensu dalej o niej myśleć.
Ona wybrała już swój los.
Dokonala tego wyboru dawno temu.
Nie zaskoczylo mnie więc, że Louis nie zgodził się oddać jej nerki.
Nie po tym, jak go szkrzywdziła.
Nie po tym, jak zrobiła to po raz drugi.
Wiele osób miałoby pretensje do niego.
Ale co sami by zrobili?
Ten chłopak uczynił tyle dobrego.
Nie mogę uwierzyć, że kiedys byli tacy sami.
Rany, które pozostawiła po sobie w sercu Louisa nadal się nie zagoiły, a ona już zdążyła je rozdrapać i zadać nowe.
Czy nie skorzystałaby z okazji, aby zrobić to po raz trzeci?
KONIEC!
Nie zniosę już ani sekundy dłużej myśląc o niej.
Zapukałem do drzwi.
Otworzył mój chłopak.
Rzucił mi się na szyję i przytulił.

-Kocham Cię- powiedział czule.

Wiedziałem to już dawno, ale teraz jeszcze bardziej byłem o tym przekonany:

-Ja ciebie też! Nie wiedziałem, czy przez ojca będę jeszcze w stanie kogoś pokochać.
Wiem, że nie jestem idealny.
Często bywam zazdrosny.
Lubię użalać się nad sobą.
Często płaczę.
Bywam samolubny.
Ale na miłość boską, Kocham Cię!

*Louis*

To było najwspanialszą rzeczą, jaką od niego usłyszałem.
Najwspanialszą, którą usłyszałem od kogokolwiek.
 Nigdy nie czułem się przy kims tak cudownie.
Nie mogłem myśleć dłużej, bo przerwał mi pocałunkiem.
Nigdy nie przywyknę do tego uczucia. 
To jest nie do opisania.
Pomógł mi spakować moje rzeczy do końca i pojechaliśmy do ''naszego'' domu.
Nigy nie wierzyłem w związki jak z bajki.
To może wydawać asie dziwne, ale od zawsze uważałem, że na drodze do szczęścia każdej pary stoi wiele przeszkód.
Nie uważalem tego za coś złego.
Wierzyłem, że bez tego nie mozna być sczęśliwym.
Nie ma dobra bez zła.
Zawsze wyznawałem tą zasadę.
Starałem się przyjmowac wszystkie cierpienia ze spokojem, ale to co spotka Harrego po mojej śmierci...
To zbyt wiele.
Mam jeszcze czas...
Jeszcze trochę.
Jezu Chryste!
To nie prawda!
Nie mam czasu..
Wszedliśmy do salonu, a mój ukochany włączył konsolę.

-Cieszę się, że mi wybaczyłeś- powiedział.


*Harry*

Moj ukochany spojrzał mi prosto w oczy.
Zauważyłem jak po policzku ścieka mu pojedyncza łza.

-Nie mógłbym tego nie zrobić.
Zostane przy tobie tak długo, jak los mi pozwoli.
Wiem to od kiedy pierwszy raz na mnie spojrzałeś.
I nigdy nie będzie inaczej.
Kocham cię i będę kochał do ostatniej chwilii.

Nie mogłem dłużej wytrzymać.
Powiedziałem mu, że muszę iść do toalety.
Nie dałem rady powstrzymać płaczu.
Ledwie co się odwróciłem, a moja twarz pokryła się łzami.
Pierwszy raz od czasu, gdy usłyszałem prawdę pomyślałem szczerze o wszystkim.
Zastanawia mnie co wtedy zrobię.
Jak będę żyć?
Przypomniała mi się moja depresja.
Jej powody były niczym w porównaniu ze stratą ukochanego.
W tym momencie podjęłem decyzję, której nigdy nie zmienię.
Ale najpierw będę pocieszał go do ostatniej chwilii.
Później zrobie co postanowiłem...


----------------------------------------------------

Ok, mamy 15.
Za 4 godziny mam bierzmowanie i mam jeszcze sporo rzeczy do zrobienia.

Tu macie linki do moich one shotów na wattpadzie:

One Shot Larry pt. CIEMNOŚĆ


One Shot Larry pt. LOVE IS LOVE

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 14

Rozdział 14


*Louis* 

-Jak mogłaś? No powiedz!- wrzeszczałem.

 Otarła łzy i wbiła wzrok w podłogę.

-Louis, ja wiem, że zniszczyłam ci całe życie,
rozdzieliłam cię z miłością twojego życia, wiem to.
Czuję sie z tym podle.
Czuje wstręt do siebie.
Nie powinnam.
-Owszem, nie powinnaś.
-Wybacz mi.
-Nie ma mowy! Kocham Harrego!
Przez ciebie sie rozstaliśmy!

Wybiegłem do "mojego" pokoju i zatrzasnąłem drzwi.
Zacząłem sie pakować, ale nie miałem siły.
Głowa zaczęła mi ciążyć.
Nawet nie wiem, kiedy opadła na dywan.

***

Po przebudzeniu, Anny nie zastałem w domu.
Postanowiłem dokończyć pakowanie.

*Harry*

Tęsknię za Louisem, kocham go.
Kocham go z całego mojego serca.
Nie mogę jednak uwierzyć w to, co mi zrobił.
Jak on mógł?
Czy naprawdę ją kocha?
Pewnie tak...
No, oczywiście.
Znowu ja..
Zawsze pokrzywdzony jestem ja.

***

Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
Uchyliłem je lekko i spojrzałem na gościa.
O kurwa...Anna.

-Co ty tu robisz?!- warknęłem.

Dopiero teraz zauważyłem jej płacz.

-Musimy pogadać Harry, to pilne.
-Pilniejsze od rozpierdolenia mojego życia?
-Przepraszam!
-Za co ty mnie przepraszasz?
-Wtedy w ogrodzie...
-Nie kurwa, przestań, nie chcę tego słyszeć!
-Louis mnie odrzucił...
-Co??!
-Wyznałam mu milość, ale on kocha tylko ciebie!
 Pocałowałam go specjalnie, gdy zauważyłam, że nam się przyglądasz.
Próbował mnie odepchnąć.
Przepraszam!
Mieszka teraz u mnie, bo nie miał gdzie.
Jak zobaczyłam jaki smutny jest bez ciebie...
Uświadomiłam sobie, że to zaszło za daleko...

-No to wielkie kurwa brawa!
-Teraz staram się to naprawić, zrozum!
-Więc...
-TAK! On cię kocha! Musisz mu wybaczyć!
-Gdzie on teraz jest?
-Dam ci adres.

Zapisała na kartce i wyciągnęła ją w moją stronę.
Wyprosiłem dziewczynę z mieszkania i biegiem ruszyłem do drzwi, otworzyłem je i wybiegłem.
Po drodze kupiłem kwiaty.
Wkrótce dotarłem pod wskazany adres.

*Louis*

Usłyszałem natarczywe pukanie.
Otworzyłem drzwi i nie dowierzałem własnym oczom.
Przed domem stał Harry.

-Wybacz mi, Louis..- powiedział.
-Nie, to ty mi wybacz...
-Nie mam czego, znam prawdę.

Opowiedział mi o tym jak Anna przekonała go, żeby do mnie wrócił, a  ja powiedziałem mu o jej chorobie.

-Wybaczysz mi?- zapytał w końcu.
-Sam nie wiem..
-Ohh..-Posmutniał.
-Nie mogę uwierzyć w to, ze myślałeś, że ją pocałowałem.
-Przepraszam, byłem zaskoczony.
-Ja rozumiem, ale naprawdę, muszę to przemyśleć.
-Okay, zadzwoń, gdy podejmiesz decyzję.
-Jasne.
-Kocham cie Louis!
-Tak, wiem.

Widziałem jak odchodzi ze spuszczoną głową.
Zrobiło mi się go żal, ale naprawdę nie wiedziałem czy dam radę mu wybaczyć.
Polożyłem się na kanapie i włączyłem telewizję.
Nie leciało akurat nic ciekawego, więc miałem czas, aby pomyśleć o przyszłości.
Barkuje mi Harrego.
Mocno mi go brakuje.
Nie mogę bez niego żyć.
Nie ma sensu myśleć dłużej.
Nie zmienię decyzji.
Zbyt mocno go kocham.
Wystukałem w telefonie jego numer.

-Louis? Czy...już?- był zaskoczony.
-Tak.
-Oh, ale może kiedyś jeszcze zmienisz zdanie?
-Harry! Ja cię kocham i chcę z tobą być!
-Naprawdę?- nie dowierzał w moje słowa.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem postanowiliśmy, że Harry przyjedzie po mnie i moje rzeczy.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 13

Rozdział 13 

-Co ty do cholery powiedziałaś?- podniosłem głos.
-Kocham Cię..
-Ty nie wiesz co to miłość!
-Wróć do mnie, proszę.
-Nie!
-Znów będziemy szczęśliwi.
-Nie! Nic sie nie zmieniłaś Anno...
-To znaczy?
-Nadal nie obcodzą cię uczucia innych
-Obchodzą... Ty mnie obchodzisz...

Chciałem krzyknąć, że ma się stąd wynieść i już nigdy nie wracać, ale powstrzymała mnie przyciągnięciem do siebie.
Zanim odgadłem jej zamiary zaczęła mnie całować.
Zbiła mnie z tropu.
Nie byłem w stanie jej odepchnąć, dopóki nie usłyszałem rozbijającego się szkła.
W drzwiach dostrzegłem Harrego z rozdziawioną buzią i kwałkami szklanki u stóp.

-Harry...
-Nic nie mów Louis!- był załamany.
-Ale ty nic nie rozumiesz...
-Rozumiem, że się obściskiwaliście. To wystarczy.
-To nie było tak!
-Louis! Ja to widziałem! 

 Łzy zaczęły płynąć mi po policzkach.

-Nie...
-Spakuj swoje rzeczy, proszę.

Byłem załamany.
Wiedziałem jednak, że nie zdołam go przekonać.
Anna stała teraz cicho przyglądając sie kłótni.
Poszedłem po swoje rzeczy i wróciłem.

-Do wiedznia, Harry!
-Do zobaczenia, Louis!

To był dla mnie cios prosto w serce.
Tak się kochaliśmy, a teraz co?
Idziemy w dwie przeciwne strony...
Żegnamy się jak znajomi.
Tylko Anna potrafiła tego dokonać.
Przysięgaliśmy sobie miłość.
Powtarzałem mu, że go kocham.
Było tak jak w moim poście na twitterze:

''Always in my heart @Harry_Styles.
Yours sincerely, Louis'' 

Co do słowa.
Nawet jeśli się rozstaniemy...
Zawsze pozostanie w moim sercu.
Anna mogła nas rozdzielić, ale nie zmieni naszych uczuć.
Mam nadzieję, że kiedyś znów będziemy razem.
Nie miałem już siły płakać.
Jak można być tak okrutnym człowiekiem?
Z pustym wzrokiem wyszdłem na ulicę.
Usłyszałem za sobą kroki.
W pierwszej chwili miałem nadzieje, że to Harry, ale gdy się odwróciłem zobaczyłem ją.
 W tym momencie się poddałem.
Nie miałem siły krzyczeć.
Było mi wszystko jedno.

-Czego tu jeszcze szukasz?- zapytałem.
-Louis..ja..

Te słowa coś we mnie poruszyły.
Zrozumiałem, że w tym jest problem.

-Tak, ty! Zawsze kurwa jesteś tylko ty!

Wiem, że mnie poniosło, ale czy ona zachowała sie fair?
Nie.
Anna też zdziwiła się moimi słowami.
Otworzyła szeroko oczy i mrugnęła kilkakrotnie.

-Nie.. ja przepraszam.

Szczerze?
Zatkało mnie.
Nie sądziłem, że będzie zdolna wypowiedzieć to słowo.
Ale to nie miało znaczenia, nie po tym jak zniszczyła mi życie.

-Nie powiem, że nie ma za co, bo jest!
Kurwa nie rozumiesz? 
Rozpierdoliłaś mi życie!
-Wiem...
-Teraz możesz już odejść!

Zawróciła zrezygnowana, ale nagle zdala sobie sprawę z tego o czym ja zapomniałem wcześniej.

-A gdzie będziesz mieszkał?

Swoje mieszkanie sprzedałem.
Uznałem, że nie potrzebuję go.

-Nie wiem- odpowiedzialem zgodnie z prawdą.
-Chodź do mnie..

Ona żartuje, tak?
Czy to kurwa żart?
Co z nią jest nie tak?
Rozpierdala moje życie, a potem proponuje mi nocleg?

-Nie ma mowy!
-Spokojnie, w drugim pokoju.
-Tylko jako znajomy?

To pytanie wypowiedziałem bez namysłu.
Nie chciałem z nią mieszkać.
Ale nie mam teraz wyjścia.
-Tak, żadnych pocałunków, obiecuję!
-Zgoda..- powiedziałem to z wahaniem, ale co innego mi pozostało? Nic.

Przygryzała wargę, żeby powstrzymać się od triumfującego uśmiechu.

***

Mieszkanie Anny okazało sie dość duże.
Zająłem odzielny pokój.
Spędzałem tam całe dnie.
Nie mogłem pogodzić sie z rozstaniem.
Niestety już po pierwszej nocy okazało się, że nie ma co liczyć na ''koleżeńską atmosferę''
Dziewczyna na każdym kroku starała sie zabiegać o moje względy.
Ja jednak myślalem tylko o moim ukochanym.
Kolejnego dnia również nic nie robiłem.
Czułem się tak jakby ktoś wyssał ze mnie całą energię i chęć życia.
W nocy nie mogłem zasnąć.
Poszedłem do kuchni.
Usłyszałem płacz dobiegający z drugiego pokoju.
Uchyliłem lekko drzwi i zobaczyłem Annę wycierającą łzy chusteczką.

-Coś się stało?- spytałem.

Zamrugała kilkakrotnie, aby pozbyć się oznak płaczu.

-O! Louis! Co ty tu robisz?- próbowała mówić radośnie.
-Po prostu mi powiedz!

Wzięła głęboki oddech i spojrzała na mnie smutnymi oczami.

-Czuję obrzydzenie do siebie.
Nie mogę już na to patrzeć.
Nie chcę widzieć twojego smutku...

Przerwała opowieść, a ja zastanawiałem sie nad jej sensem.

-Oszukałam cię Louis.
-Jak to?!
-Wiesz czemu tu przyjechałam?
Rok po tym jak się rozstaliśmy..
Okazało się, że moja choroba osiągnęła wyższy poziom.
Ciągle się pogarszało.
Lekarz powiedział, że potrzebny mi przeszczep.
Wiesz jaka byłam.
Wiesz, że nikt nie chciał mnie znać.
Wiesz, że tylko ciebie mogłam prosić.
Wiedziałam, że po tym jak cię potraktowałam napewno mi odmówisz.
Wymyśliłam, że wyznam ci miłość, a wtedy zrobisz wszystko, by mnie ratować.

Nie mogłem uwierzyć, że była zdolna do czegoś takiego.

-Jak mogłaś?

Rozpłakała się.


-------------------------------------------------------------------------
13!
Za 1,5 h będę znała moje wyniki badań.
Bardzo się boję :(

Przedłużyłam trochę ten rozdział i mam nadzieję, że brzmi to sensownie.
Cały czas trzęsły mi się ręcę z nerwów przed tymi wynikami, więc mam nadzieję, że nic nie poprzestawiałam.
Nie mam już siły sprawdzać, ale wydaje mi się, że jest dobrze.