sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 12

Rozdział 12


*Louis*

-Czyżbyś zobaczył ducha Louisie?- odezwała się

Stałem jak zamurowany.
Nie wierzylem w to kogo widzę.
Może to pomyłka?
To nie może być ona...

-Louis! Kto to do cholery jest?- Harry pierwszy oprzytomniał.

Nadal nie mogłem wykrztusić ani słowa.
Nie wiedziałem, czego tu szuka.

-Louisie, Louisie. Kiedyś byłeś bardziej rozgadany.

Patrzyła na mnie z uśmiechem.
To na pewno ten sam uśmiech.
Nie mógłbym jej z nikim pomylić.

-H..Harry..um..To jest Anna.

*Harry*

-Czekaj..czy to nie- zacząłem.

Louis przełknął ślinę i spojrzał na mnie.

-Tak, to ona.

Miałem ochotę rzucić się na nią.
Jak ona śmie tu przychodzić?
Nie znam osoby, która zerwałaby równie okrutnie.
I to w chwili, w której u chłopaka wykryto raka...
Skrzywdziła go.
Mocno go skrzywdziła.
A teraz stoi przed naszymi drzwiami.

-Czego ty tu szukasz?- warknęłem.

Dziewczyna przestraszyła się mojego tonu ale chwilę potem znów się uśmiechnęła.

-Jeej...spokojnie- zakpiła.
-Tak... Więc po co tu przyszłaś?- ponowiłem pytanie.

Kątem oka zerknęłem na ukochanego.
Najwidoczniej nadal nie mógł uwierzyć, że ona tu jest.
Nie dziwię mu się.

-Chcę tylko porozmawiać- odrzekła.
-No to mów.
-Ale.. z Louisem.. w cztery oczy.

Tego właśnie obawiałem się najbardziej.
Spojrzałem na niego pytająco.
Kiwnął głową ledwie zauważalnie.
Pogłaskałem go po ramieniu i odszedłem powoli do domu.

*Louis*

Nadal w to nie wierzę.
Chcę już tylko wrócić w ramiona Harrego.

-Louis?- spytała, aby sprawdzić, czy słucham.
-Co?
-Nie tęsknisz czasem?

Przed oczami stanęły mi wszystkie nasze pocałunki, wspólne wędrówki po szpitalnych korytarzach.
Żarty, które robiliśmy innym.
Mieliśmy bardzo osobliwe podejście do śmierci.
Urządziliśmy z niej zabawę.
Gdy któryś z naszych znajomych jechał na operację, my urządzaliśmy zakłady.
Zgadywaliśmy czy osoba przeżyje, czy nie.
Śmialiśmy się też, że gdy my będziemy tam leżeć, to nie będzie nikogo, kto obstawiałby nasz dalszy los.
Przypomniałem sobie wszystkie przyjemne chwile.
Na koniec zostawiłem scenę naszego zerwania.
Pamiętam słowo w słowo to, co mi powiedziała.
Bała się tylko o siebie.
Zostawiła mnie.

-Nie, ani trochę.
-Napewno?
-Tak i powiedz odrazu o co chodzi.
Nie mam ochotę na grę w podchody.
-Zmieniłeś się.
-Owszem...nie żałuję.
-Ja tak- powiedziała smutno.
-Och, przykro mi- powiedziałem z sarkazmem.

Zaśmiała się cicho.

-Byliśmy tacy szczęśliwi.

Byłem zupełnie zdezorientowany.
Do czego ona zmierza?

-Tak, dopóki mnie nie zostawiłaś.
-Taaak...- posmutniała.

Nadal nie rozumiem co nią kieruje.

-Czego tak naprawde chcesz Anno?
-Ciebie...
-Słucham?!- wykrzyknęłem.
-Kocham Cię, Louis...zawsze tak było.- wyszeptała.



-----------------------------------------------------------------------------

Mamy 12!
Przekroczyłam dzienny limit na twitterze, dlatego miałam czas na rozdział.

---------------------------------------------------------------------------------

Czy Lou dojdzie do wniosku, że jest jednak biseksualny i wybaczy Annie?
 

 

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 11

Rozdział 11



*Harry*

Gdy ujrzeliśmy napisy końcowe zrobiliśmy sie zmęczeni.
Poszliśmy do sypialni i położyliśmy się obok siebie.

-Kocham Cię- powiedziałem.

Louis uśmiechnął się i otworzył oczy.

-Ja ciebie też. Nad życie- odrzekł.
 
Chwilę po tym zasnął.
Miałem dużo czasu na rozmyślanie.
Zawsze uważałem, że nie zasługuję na nic.
Nikomu nigdy nie mówiłem, ale pare lat temu chorowałem na ciężką depresję.
Ojciec oczywiście niczego się nie domyślił.
z całej siły starałem się to ukryć.
Ale z biegiem czasu było tylko gorzej.
Wkrótce nie mogłem juz zmusić sie do uśmiechu.
Potem już nawet nie próbowałem.
Zamykałem się w pokoju, włączałem moje mp3 i słuchałem piosenek.
Mijały godziny i dnie, a ja robiłem tylko to.
Nocami dużo płakałem.
Przez dwa pierwsze dni schodziłem na dół tylko po to, aby coś zjeść.
Po trzech dniach ojciec zaczął krzyczeć, że nie robię nic oprócz napełniania swojego tłustego brzucha.
Od tamtego dnia prawie przestałem jeść.
Robiłem to co kilka dni, czasem wytrzymywałem nawet tydzień.
Rzadko chodziłem do szkoły.
Starałem się jej unikać.
Tak przetrwałem miesiąc.
Potem było gorzej.
Zacząłem myślec o śmierci.
Wtedy, gdy myślałem, że nic mi już nie pomoże mama okazała się wielkim wsparciem.
Tylko ze wzgledu na nią walczyłem o przeżycie kolejnego dnia.
Dal niej chodziłem na terapię.
Nie wierzyłem w to, że spotkania z psychologiem mi pomogą.
I nie pomagały.
Dopoki nie dowiedziałem się, że Jessie zna się na tym.
Tylko ona potrafiła mi pomóc.
Gdyby nie ona, nigdy nie byłbym wesoły.
Teraz jestem tutaj.
Szczęśliwy, a obok mnie leży miłość mojego życia.
Los potrafi zaskakiwać.

***

Następnego dnia postanowiłem, że do końca tygodnia zrobimy sobie wolne od szkoły.
Ubrałem się, a ponieważ Louis jeszcze spał, to wpadłem na pomysł zrobienia naleśników.
Babcia mnie tego kiedyś uczyła.
Niestety, już po chwili okazało się, że nie mam pojęcia jak je smażyć.
Próbowałem obrócić je w powietrzu ale dwa wylądowały na podłodze.
Trzeciego chciałem przewrócić łopatką.
Nie mogłem go oderwać.
Przywarł do patelni na amen.
W końcu rozerwałem go na kawałki, niechcący wyrzucając je na podłogę.
Biegałem po kuchni wyrzucając urywki ciasta.
Wtedy usłyszałem śmiech Louisa.

-Co robisz?- zapytał rozbawiony.
-Smażę naleśniki...em...próbuję
-Daj mi to skarbie- przechodząc dał mi buziaka w policzek.

Odszedłem od kuchenki i siadłem przy stole.
Louisowi smażenie szło wprost doskonale.
W końcu postawił na blacie tależ pełen rumianych i pachnących placków.

-Pyszne ciasto- pochwalił mnie.
-Dzięki, ale za smażenie już nigdy się nie zabiorę.

Zaśmialiśmy się oboje.

-Pasta do zębów się skończyła- oznajmił Lou.
-Okay, pójdziemy do sklepu.

Tak jak postanowiłem, tak zrobiliśmy.
W markecie panował tłok.
Zdażali się ludzie, którzy krzyczęli I wyzywali nas, jednak nam było to obojętne.
Byliśmy tylko my.
Ja i mój maleńki Lou.

*Louis*

Spakowaliśmy do koszyka wszystko, czego potrzebowaliśmy i podeszliśmy do kasy.
Kasjerka była nowa w tej pracy, więc obsłużenie nas zajęło jej dość sporo czasu.
Wychodząc ze sklepu zauważyliśmy dwie całujące się dziewczyny.
Uśmiechnęliśmy się do nich.
Przez resztę drogi zdarzyło się tylko kilka niemiłych incydentów z ludźmi.
Nie było jednak tak źle.
Wstąpiliśmy jeszcze do naszego ulubionego parku.
Uwielbialiśmy siadać na ławkach i oglądać krajobrazy.
Lubiliśmy też karmić gołębie.
Tego dnia nie zabraliśmy ze sobą niczego, czym moglibyśmy je poczęstować, dlatego Harry zaproponował, że pójdziemy kupić chleb w najbliższej piekarni.
Kupiliśmy dwa bochenki i pokruszyliśmy ptakom.
Gdy zniknął ostatni okruszek zaczynało się sciemniać, więc uznaliśmy, że Pora wracać do domu.

-Świetnie się bawiłem- powiedział.
-Ja też.

Zatrzymaliśmy się na pocałunek.
Uwielbiałem to uczucie.
Chwilę później ruszyliśmy dalej.
Gdy dochodziliśmy do końca uliczki zauważyłem kogoś, kto stał przed naszymi drzwiami.
Postać była ustawiona tyłem do nas.
Gdy usłyszała nasze kroki odwróciła się.
W tej chwili z mojej twarzy odpłynęły wszystkie kolory, a nogi ugięły się pode mną.

-O mój boże...- Byłem w stanie powiedzieć tylko tyle.



-------------------------------------------------------------------------
 PRZEPRASZAM!
Wiem, że dość długo nic nie dodawałam.
Współczuję, że trafiliście akurat na mnie.
Zmagam się z chorobą psychiczną.
Ostatnio okazało się też, że cierpię na jeszcze jakąś chorobę.
Prawdopodobnie jest to anemia, ale muszę poczekać na wyniki badań.
Chodzi mi o to, że w osratnich dniach nie mogłam nawet utrzymać telefonu w ręku, więc nie miałam jak zabrać się za rozdział.


JEŚLI CHCECIE TO ODWIEDŹCIE MNIE NA TWITTERZE.
MOJA NAZWA TO @bizzleisbaby
JESTEM TAM WŁAŚCIWIE CODZIENNIE, WIĘC MOŻECIE TAM PYTAĆ O ROZDZIAŁY.


A wracając do opowiadania...
Domyślacie się co to za osoba?


sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 10

Rozdział 10

*Harry*

Pobiegłem do najbliższego pubu, z nadzieją spotkania tam Louisa.
Dotarłem tam resztką sił.
Po otworzeniu drzwi, okazało się, że miałem rację.
Chłopak siedział przy barze.
Na szczęście nie wyglądał na pijanego.
Podbiegłem do niego i wyrwałem mu szklankę wódki z ręki.
Była prawie pełna.
Zdążyłem na czas.

-Harry kurwa, zostaw mnie! Oddaj mi to do cholery!- nie był zadowolony z mojej wizyty...
-Porozmawiajmy, Louis- powiedziałem.
-Nie mamy o czym rozmawiać- był mocno wkurzony.

Podejrzewam, że przed moim przyjściem jednak zdążył coś wypić. 
To utrudniało mu panowanie nad emocjami.

-W takim razie ja tu zostanę.

Patrzył na mnie, próbując odgadnąć moje zamiary.
Nie odezwał się jednak, więc kontynuowałem.

-Im szybciej odpuścisz, tym szybciej poznasz prawdę.

Zdziwił się moimi słowami i wiem, że będzie chciał wiedzieć, co mam mu do przekazania.

-Okay, byle szybko. Nie żeby mnie to interesowało.- udawał obojętnego.

Wyszliśmy z pubu, pozostawiając za sobą ludzi oglądających jakiś mecz piłki nożnej.
Długo wszystko mu tłumaczyłem, nie ominęłem żadnego, choćby najmniejszego szczegółu.

-Więc..nic cię z nią nie łączy?
Jeśli tak, to nie mam nic przeciwko, ale...
może...posłuchaj...ja...to twój wybór...
tylko że powinieneś to przemyśleć, a może...- nie pozwoliłem mu dokończyć.

Przytknęłem palec do jego ust, zakazując mu wypowiedzenia kolejnych słów.

-Ojj, Louis. Zamknij się i posłuchaj!- powiedziałem.

Spojrzałem mu prosto w oczy i delikatnie ujęłem jego twarz w dłonie.

-Kocham Cię!- Wreszcie to zrobiłem...

Byłem bardzo ciekawy jego reakcji.
W jego oczach pojawił się błysk.

*Louis*

Zaraz, zaraz....Co?
Czy on właśnie wyznał mi miłość?
To niemożliwe.
To się nie dzieje naprawdę.
To niesamowite.
Zamrugałem, sprawdzając czy to sen.
Harry nadal stał przede mną, oczekując na odpowiedź.
Ale czy związek budowany na kłamstwie ma prawo istnieć?
Nie wiem, czy to się uda.
Ale...

-Ja ciebie też Harry.

Zbliżyliśmy nasze twarze do siebie, poczułem jego ciepłe i miękkie wargi na moich.
Po całym moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
Całowaliśmy się długo.
Było to fantastyczne uczucie.
Byłem taki szczęśliwy...

*Harry*

O mój boże.
Nie wiedziałem, że pocałunek może być aż taki genialny.
Niesamowite przeżycie.
Chcę do tego wracać tyle razy, ile to tylko możliwe.
Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

-Louis, czy my...
-Czy będziemy razem?- jego oczy przepełniła nadzieja.
-Yhm..tak
-Ja chcę, a ty?
- O mój boże, jasne, tak, tak, zdecydowanie tak!- nie mogłem opanować mojej radości.

Byłem taki szczęśliwy.

Poszliśmy razem do domu, cały czas trzymając się za ręce.
Zdecydowanie, jest to mój najlepszy dzień.
Nie przeszkadzały nam nawet docinki innych.
Nie miały one dla nas znaczenia.
Nic nie zniszczy tego dnia.

*Louis*

Nadal nie mogłem uwierzyć w to, co się dzieje.
Nigdy nie byłem szczęśliwszy.
W domu zrobiliśmy sobię kawę i siedliśmy przy telewizorze.
Leciała akurat komedia romantyczna.
Harry poszedł zrobić popcorn.
Zapachniało mi masłem.
Zaraz po tym postawił przede mną miskę.
Wzięłem całą garść i po kolei ładowałem do buzi.
On również.
Cały czas żartem wyrywaliśmy sobie pojemnik.
Nawet nie pamiętam, w którym momencie zaczęliśmy rzucać w siebie ziarenkami.
Śmiałem się za każdym razem, gdy Harry obrywał.
I nagle zupełnie przypadkiem wróciłem wspomnieniami do tamtego dnia...
Pamiętam, że już wtedy wiedziałem, że nie dostanę nic dobrego od życia, że na to nie zasługuję.
Bardzo się myliłem.
Dostałem najlepsze, co mogłem.
I choć powinienem go opuścić i  pozwolić mu znaleźć zdrowego partnera, to jestem zbyt samolubny, by żyć bez niego.
Chcę również być dla niego wsparciem.
Sam powiedział, że tylko ja mu zostałem.
Nie mogę nawet myśleć, że nie zobaczyłbym już jego uśmiechu.

*Harry*

Chyba nigdy nie będę w stanie w to uwierzyć.
To dzieje się tak szybko...
Oglądamy filmy, przytulamy się i trzymamy za ręce.
Dopiero teraz powróciła mi do głowy myśl, że Louis kiedyś umrze.
Mam nadzieję, że stanie się to za conajmniej 100 lat.
Nie chcę go stracić.
Nie wiem, co bym wtedy zrobił.

---------------------------------

Jeden z moich ulubionych rozdziałów :)
Mogę was prosić o jedną rzecz?
Niech każdy kto przeczyta doda chociaż krótki komentarz.
Następny rozdział będzie dziś albo jutro.
Spodziewajcie się w nim ciekawego zakończenia... :)

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 9

Rozdział 9

*Harry*

Gdy przyjechałem do domu, Louisa nie było.
Poszedłem do salonu.
Rozsiadłem się na kanapie i zacząłem oglądać telewizję.
Byłem bardzo osłabiony, więc szybko zasnęłem.
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
To pewnie Louis.
Ciekawe, gdzie był?
Nałożyłem na bose nogi niebieskie kapcie w białe paski i  podszedłem do drzwi.
Otworzyłem je i zacząłem mówić.

-Louis, gdzie ty..- przerwałem, bo zobaczyłem, że to nie mój przyjaciel.
Była to wysoka dziewczyna o jasnych, długich włosach.
Wydawała mi się znajoma.
Po chwili gdy ujrzałem jej uśmiech, rozpoznałem ją.

-Victoria?- zapytałem.

Blondynka uśmiechnęła się szerzej.
To oznaczało, że prawidłowo odgadłem imię.

-Harry!! Nareszcie!
-uhm.. cześć, ale co ty tu robisz?
- Chciałam cię zobaczyć.

Victoria była moją koleżanką z poprzedniej szkoły.
Jej wizyta była bardzo miła.
Opowiadała mi o tym, jak kto się zmienił.

-A Jessie?- zapytałem zmartwiony.

Jessie to moja siostra.
Nie taka prawdziwa, ale znaczyła dla mnie wiele.
Niestety... zakochała się we mnie.
Nie mogłem odwzajemnić jej miłości.
Dla mnie była jak rodzeństwo.
Poczułem się jak dupek, gdy ją odrzuciłem.
Dwa dni później dowiedziałem się o jej chorobie, śmiertelnej chorobie.
Miałem nadzieję, że żyje i ma się dobrze.

-Yhm..dobrze- zawahała się i mrugnęła oczami.

Znałem ją tyle lat, że potrafiłem poznać, gdy kłamała.

-Viki, kłamiesz.
-Harry, ona nie żyje.

Moje oczy napełniły się łzami.
Czemu każda osoba, która jest dla mnie ważna musi odejść?

-Kiedy?- musiałem wiedzieć.
-Dzień po tym, jak wyjechałeś- domyślała się o co zaraz zapytam.
-Czy ona...
-Harry, to naprawdę nieistotne.
-Powiedz mi!- płakałem.

Westchnęła i poddała się.

-Tak, popełniła samobójstwo.
-Dlaczego?- domyślałem się odpowiedzi.

Zapadła długa cisza.

-Bo cię kochała...

I znów zacząłem płakać.
Chcąc, nie chcąc...to moja wina.
To przeze mnie nie żyje.
To przeze mnie się zabiła.
Czemu ja muszę każdego ranić?
Nigdy nie wybaczę sobie jej śmierci.
Płakałem długo, ale potem ochłonęłem...
Nic już nie mogę zmienić.
To już się stało.
Tori mnie przytuliła.

-A jej rodzice? Czy oni..- nie zdążyłem zadać pytania, bo usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi.
LOUIS.
Nucił bardzo wesołą piosenkę.
Był szczęśliwy.
Uśmiechał się od ucha, do ucha.
Wszedł do salonu i dopiero wtedy spojrzał na nas.
Jego radość natychmiast zniknęła.

*Louis*

Gdy wszedłem do mieszkania, byłem gotowy wyznać Harremu miłość, ale wtedy usłyszałem głosy.
Mój ukochany siedział na fotelu.
Przytulała go jakaś atrakcyjna dziewczyna.
Natychmiast posmutniałem.
Może on jednak nie jest homoseksualistą?

-Ja...przepraszam, wrócę później- wyjąkałem i wybiegłem na podwórze.

Nie wiem, co teraz zrobić.
Jestem załamany.
A już miałem nadzieję.

*Harry*

Louis wybiegł z mieszkania jak oparzony.
Nie wiem, o co mu chodziło.
Usłyszałem śmiech koleżanki.

-O co ci chodzi?- zapytałem.
-Zdaje się, że twój chłopak był o nas zazdrosny.
-To nie jest mój chłopak. O czym ty mówisz?
-Harry, Harry.. czy ty tego nie widzisz?
On cię kocha!
-Czemu tak myślisz?
-Sposób w jaki na siebie patrzycie, mówicie do siebie i TO..to była zazdrość.
Harry powiedz szczerze, kochasz go?

Nie musiałem długo myśleć nad odpowiedzią.

-Tak
-Więc..? Biegnij za nim!- poradziła.

Natychmiast jej posłuchałem.
Wybiegłem z domu w pośpiechu i ruszyłem biegiem przez miasto.
Przeszukałem wszystkie miejsca, w których mógłby być Louis.
Nigdzie go nie znalazłem.
Chyba, że...Nie, Louis...Co ty chcesz zrobić?


----------------------------------

Hej!
Mówiąc nieskromnie jestem z siebie cholernie dumna, bo dodałam dziś trzy rozdziały.
Jak zwykle proszę o komentarze i pozdrawiam wszystkich. 
Kolejny jutro :)

Rozdział 8

Rozdział 8

*Harry*

Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu.
Rozpoznałem szpital.
Ten sam, w którym zmarła moja mama.
Koło mojego białego łóżka zauważyłem człowieka siedzącego na krześle.
Był rozmazany.

-Harry?- odezwał się nieznajomy.

Otworzyłem szerzej oczy, a on się uśmiechnął.
Znałem ten uśmiech.
To Louis.

-Harry, wszystko dobrze?- zapytał.

Chciałem zapewnić go, że tak, ale wtedy przypomniał mi się powód mojego pobytu tutaj.

-Nic już nigdy nie będzie w porządku, Louis.
-Ja wiem, że tak ci się może teraz wydawać, mi też, ale wiem, że damy  radę.

W tej chwili poczułem się jak egoista.
Przecież on też to przeżywa.
I po raz pierwszy przeszło mi przez myśl to, że go kocham.
Szkoda, że nie mogę mu tak po prostu tego powiedzieć.
A może mogę?
Zaryzykuję.

-Louis?
-Tak?
-Czy..y..czy to prawda?

Zaśmiał się cichutko.

-Masz na myśli to, czy wolę chłopców?
-Yhm.. tak- odpowiedziałem niezręcznie
-Tak, to prawda.
-Aha.
-A ty?

*Louis*

Nie wiem, czemu o to zapytałem.
Nie powinienem.
Może to go do mnie zrazi?

-Ja uhm.. chyba też- odpowiedział po chwili.

W tym momencie moje serce napełniło się nadzieją.

-Ale to nie znaczy, że jesteś gorszy- od razu zacząłem go pocieszać.

-Ja wiem, tylko że ja..eh..posłuchaj ja..

Może to głupie, ale miałem nadzieję, że powie mi, że mnie kocha I wszystko będzie dobrze.
Nagle do sali weszła pielęgniarka.

-Dzień dobry! Przykro mi, ale jego stan nie pozwala na zbyt długie odwiedziny.
Pora na ciebie, możesz przyjść jutro.-odezwała się do mnie.
-Do zobaczenia Harry! Przyjadę jutro.

Wróciłem do ''naszego'' mieszkania.
Całe szczęście, że Harry dał mi klucz.
Mój dom zostawiłem już dawno.

***

Następnego ranka pobiegłem na autobus.
Chciałem jak najszybciej się przy nim znaleźć.
Gdy dojechałem do szpitala podeszłem do recepcji.

-Dzień Dobry! Gdzie leży Harold Styles?- zapytałem dziewczyny.

Zupełnie zapomniałem numeru sali.

-Ah, Harold Styles, tak? Poszukam w komputerze.

Minuty czekania zdawały się godzinami.

-Harold odszedł godzinę temu- powiedziała bez emocji.

Nogi się pode mną ugięły, kolory odpłynęły mi z twarzy.
Wpatrywałem się w recepcjonistkę nie dowierzając.
Harry zmarł?

-Oh, niech pan się uspokoi.- zaczęła.
-Jak mam być spokojny?- krzyknęłem.

Byłem na nią wściekły.
Mój ukochany nie żyje, a ona mnie uspokaja?

-Spokojnie, odszedł do domu. Przepraszam za nieporozumienie.

Natychmiast poczułem się lepiej.

-Uhm..tak. Widocznie się mineliśmy. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Kocha go pan, prawda?

Znowu pobladłem. Skąd ona wie?

-Czy to widać?
-Kobieca intuicja- zaśmiała się.
-Ale czy pani nie powinna mnie teraz wyzywać od zboczeńców?

Uśmiechnęła się przyjaźnie.

-Są różni ludzie.- oznajmiła spokojnie.
- Tak, teraz to wiem. Ty jesteś w porządku.
-Dzięki! Leć do niego. Na razie.


------------------------------------

Okay mamy 8.
Ktoś odwiedzi Harrego w domu :)
Nie będzie to Louis.





Rozdział 7

Rozdział 7

*Louis*

W towarzystwie Harrego cały świat stawał się lepszy.
Jego słodkie dołeczki, gdy się uśmiecha.
Jego sprężyste loczki.
Jego zielone oczy.
Jego rozbawione spojrzenie.
Jego żarty.
Jego styl.
Jego historia. 
ON.
To dziwne, ale teraz on jest całym moim życiem.
Szkoda, że kiedyś umrę.
KIEDYŚ... ugh
Nigdy nie będę z nim szczery.
Jakie to zabawne, że spotkałem osobę, która jest taka jak ja I doświadczyła w życiu równie wiele, a i  tak nie zna prawdy.

***

Zaczynała się lekcja polskiego.
Siedzieliśmy z Harrym razem.
Około 10 minut przed dzwonkiem na przerwę ktoś rzucił zgniecioną karteczkę na naszą ławkę.
Ostrożnie rozwinęłem papierek.
I właśnie wtedy dotarło do mnie, że moje życie, tak samo jak życie mojego przyjaciela już nigdy nie będzie idealne.
Na karteczke widniało sześć słów w kolorze wściekłej zielenii*.

"GEJOM ZAKAZ WSTĘPU DO TEGO MIASTA"

Nerwowo zgniotłem kartkę wydrapując przy tym dziury w ławce.
Dobrze, że Harry niczego nie zauważył.
Doczekałem w końcu do przerwy.
Wybiegłem wkurzony z sali.
Ze łzami w oczach dotarłem do łazienki.
W kabinie rozpłakałem się.
Co ja im zrobiłem?
Co Harry im zrobił?
Nic.
Przecież my nawet nie chodzimy ze sobą!
To prawda, jestem gejem, ale co z tego?
Przyjaciel nigdy mi tego nie wyznał, ale myślę, że on również.
Tak czuję.
Może nawet i  jestem w nim zakochany, ale to nie upoważnia nikogo do nękania nas.
To przecież nasze, pieprzone życie i nasz cholerny wybór, tak?
Nie ich.
A wracając do tego, że go kocham...
Jestem ciekawy jego uczuć, ale nie powiem mu tego.
Zbyt mocno boję się odrzucenia.
Już tyle osób odeszło z mojego życia.
Nie chcę stracić nikogo więcej.
Wyszedłem z ubikacji i ze złością kopnęłem śmietnik.

*Harry*

Po lekcji Louis wybiegł w stronę toalety.
Może źle się poczuł?
Zauważyłem, że po drodze wypadło mu coś z kieszeni. 
Podniosłem mały papierek i przeczytałem jego zawartość.

*Louis*

Na korytarzu usłyszałem krzyk dyrektorki.
Była przestraszona.
Zobaczyłem uczniów ustawionych w kółko.
Zaciekawiło mnie kto jest pechowcem, który leży na ziemii.
I w chwili, w której ujrzałem jego twarz, nogi się pode mną ugięły.
To był Harry.
Był nieprzytomny, a w ręku trzymał kawałek kartki w kratkę.
LOUIS, TY DURNIU!
Miałem ochotę krzyczeć na siebie.
Nie chciałem już nigdy więcej widzieć jego smutku.
Ale znów zawaliłem.

-Pani dyrektor?- zapytałem
-Tak młody człowieku?- była już spokojniejsza.
-Co z nim teraz będzie?
To mój przyjaciel.

Spojrzała na mnie badawczo i  dopiero potem się odezwała.

-Zemdlał i nie może się obudzić. Wygląda to poważnie.
Wiozą go do szpitala św. Heleny.

Szpital św. Heleny...
Prawdopodobnie nigdy nie uwolnimy się od tego miejsca.
Ostatnio, gdy usłyszałem tą nazwę zmarła mama Harrego.
Nie pozwolę na deja vu.
Muszę tam pojechać.
W takich chwilach żałuję braku auta.
Dotarcie tam autobusem zajmie mi ponad godzinę, ale nie mam wyjścia.


------------------------------------------------------------

*wściekła zieleń- jest to taka " dedykacja " dla przyjaciółki.
Określenie to pochodzi od naszych żartów na temat nauczycielki.

Mamy już 7!
Postaram się jeszcze dzisiaj dodac 8 i 9.


KOMENTUJCIE PROSZE, PISZE SIE WTEDY DUŻO MILEJ!



wtorek, 17 lutego 2015

Rozdzial 6

Rozdział 6

*Louis*

Obudziły mnie głośne krzyki Harrego.
Natychmiast pobiegłem, by sprawdzić co się stało.
Zobaczyłem go szlochającego w poduszkę.
Nie wiedziałem co robić.
Podbiegłem i objęłem go ramieniem.
Odwzajemnia uścisk i zaczął wycierać łzy.
Wyglądał jak małe, bezradne dziecko.
Zastanawiałem się czemu takiemu wspaniałemu człowiekowi jak on zdarza się tyle przykrych rzeczy.

-Cicho...spokojnie. Jestem tu. Już dobrze Harry.- powoli zacząłem go uspokajać.

Nie mam pojęcia co go tak bardzo skrzywdziło.

-Harry, co się stało? Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, prawda?- zapytałem, gdy był już spokojniejszy.
-Widzisz...ja... Też skrywam pewną historię.

Bałem się tego, co zaraz mogę usłyszeć.

-Jeśli nie chcesz, to wiesz, że nie musisz nic mi mówic- zapewniłem

Szczerze? 
Miałem nadzieję, że posłucha.
Nie wiem, czy wytrzymam słuchając o czymś, co go skrzywdziło.

-Powiem ci

*Harry*

Muszę mu to powiedzieć.

***

Opowiedziałem mu wszystko, całą historię.

-Na moje szczęście ojciec odszedł ponad rok temu.
Po prostu zniknął.
-Myślisz, że to przez wyrzuty sumienia?
-Sam nie wiem, boję się, że chodzi tu o coś innego.

Pierwszy raz powiedziałem to głośno.
Od samego początku byłem pewny, że nie odszedł ze wstydu przed tym co zrobił mi i mojej mamie.
Pewnie nigdy nie poznam prawdy.

-Pss...spokojnie. To tylko złudzenie.- Louis starał się mnie pocieszyć.
-Pewnie masz rację.

To dziwne, ale jego obecność bardzo mnie uspokajała.

-Hmm...Louis?- zacząłem niepewnie.
-Tak Harry?
-Tak sobie pomyślałem... Może mógłbyś zostać przy mnie aż zasnę?
-Oczywiście, jeśli ma ci to pomóc.

Nie wiem, jak to się stało, że istnieje ktoś tak dobry.
Może to przez jego przeszłość?

-Dziękuje

Uśmiechnął się i zmrużył oczy.
Dotarło do mnie, że jesteśmy do siebie bardzo podobni.
Oboje skryci i samotni.
Bez rodziców.
Oboje skrywamy tajemnicę.
Tajemnicę, którą znamy tylko my nawzajem.
Zasnęłem z obrazem tych pięknych oczu w myślach.
Następnego ranka....ugh.
Dryń, dryń...
Mój "ulubiony" dźwięk.
No tak, szkoła.
Zobaczyłem Louisa śpiącego na krześle.

-Louis!! Wstawaj!

Zobaczyłem jak powoli otwiera zaspane powieki.

-Louis, czemu tutaj spałeś?
Musiało być ci nie wygodnie.
-Nawet nie zauważyłem jak zasnęłem.

Zrobiło mi się go szkoda.
To przeze mnie tu został.

-Dobrze, ale teraz musimy już iść.
-Szkoła? Ugh...
-Niestety śpiąca królewno.
-Dobra, dobra.. Już wstaję.

Poszedłem ubrać mój codzienny strój.
Zawsze ubieram podobne ciuchy.
Wyszedłem z łazienki i od razu rzucił mi się w oczy przyjaciel.
Miał czarne, wytarte jeansy i koszulkę w biało- niebieskie paski.
Wyglądał uroczo.

-No to jak? Gotowy?- zapytałem.
-Jak najbardziej- odpowiedział.

Ja też. 
Nigdy nie szedłem do szkoły w lepszym nastroju.
To wszystko dzięki niemu.



----------------------------------------
-------------------------------------


Postanowilam wstawić juz dzisiaj.
-------------------------------------------


Czy ten dzień na pewno będzie udany?
Może w szkole nie wszystko będzie po ich myśli?
Wszystko w 7 rozdziale.
---------------------------------

Przeczytałeś? Skomentuj! 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 5

Rozdział 5

*Louis*

Gdy powiedział, że mnie nie zostawi moje serce napełniło się radością.

-Wiesz... jesteś jedyną osobą, która ze mną została.- powiedziałem.

Uświadomiłem sobie, że nie powinienem tego mówić.

-Jak to? A twoja matka?- zapytał zdziwiony.

W tej chwili wspomnienia wróciły.
No tak, zapomniałem, że nadal nie wyznałem prawdy.
I nigdy nie wyznam całej.
Tego nie mogę zrobić.
To zraniłoby go jeszcze mocniej.
Teraz jestem pewny, że nie mogę.

-Moja mama..uhm..też mnie zostawiła.- powiedziałem w końcu. 
-Ale dlaczego? Przecież na początku została..?

Nie wiem, co mam mu teraz powiedzieć.

-Tak, ale jakiś czas temu nie wytrzymała.
-Nie rozumiem tylko, dlaczego? I czemu tak nagle?

Nie mogę, nie mogę.
Bo co mu powiem?
Muszę skłamać.
Tylko, że kłamstwo nigdy nie było moją mocną stroną.

-Ja... Tak właściwie sam nie wiem.

Miałem nadzieję, że nie rozpozna oszustwa.

*Harry*

Oszukał mnie...
Widzę to w jego oczach.
Ta historia, ta która tak bardzo mnie wzruszyła i zasmuciła skrywa jeszcze wiele cierpień.
Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że ten spokojny chłopak ukrywa przed całym światem taką zagmatwaną prawdę.
Postanowiłem nie wymuszać od niego żadnej odpowiedzi.
Powie mi kiedy zechce.
Nie mogę naciskać.

-Ja również nie mam pojęcia- powiedziałem zgodnie z prawdą.

*Louis*

Nie jestem pewien, czy mi uwierzył.
Pewnie nie.
Ale nawet jeśli nie, to nic nie wspomniał.
Prawdziwy przyjaciel.

-Myślę, że powinniśmy iść już spać- zaproponował.
-Taak, to dobry pomysł.
-Zaczekaj chwilę. Przyniosę ci pościel.
-Okay. Zrobić kolację?
-Tak, poproszę.

Zrobiłem kanapki z masłem orzechowym.
Oboje je uwielbialiśmy.
Usłyszałem kroki Harrego.

-Przyniosłem, trzymaj- rzucił we mnie pościelą z uśmiechem.

Jego radość była taka zaraźliwa.

-Dzięki, a ja zrobiłem jedzenie.
-Będziesz moją kucharką, dobrze?- zaśmiał się.
-Chętnie, ale to tylko kanapki. Na pewno robisz o niebo lepsze.

Obdarował mnie swoim szerokim uśmiechem z dołeczkami.

-Przestań, ja nie umiem nawet zagotować wody na herbatę.- roześmiał się tak radośnie, że nie mogłem pozostać poważny.

Śmieliśmy się razem przez dobre pięć minut.
Nie sądziłem, że mimo choroby będę się jeszcze tak zachowywał.

-No już nie przesadzaj. Herbata wychodzi ci przepyszna.

Znowu wybuchliśmy śmiechem.
Wkrótce się opanowaliśmy i zaczęliśmy wycierać z twarzy masło orzechowe.

-Okay, teraz już na prawdę musimy spać.
W końcu jutro jest szkoła..- drugą część zdania wypowiedział smutno.
-Tak...ale hej! Razem damy radę. Tak?

Harry się zamyślił.

-Tak- odpowiedział po chwili.

*Harry*

Teraz już wiem, że znalazłem przyjaciela na całe życie... całe JEGO życie.
Życie, które niedługo może się skończyć.
Położyłem się do łóżka, ale zamiast spać zająłem się rozmyślaniem.
Wróciły do mnie wspomnienia z tamtego ranka.

***
[...] Natychmiast zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Gdy byłem w salonie spojrzałem za siebie i wtedy poczułem piekący ból policzka. Wiedziałem kto zadał cios.
Mój własny ojciec.
Chwilę potem usłyszałem jego warknięcie.

-Mówiłem, żebyś zszedł szybko!
Co ty sobie gnojku myślisz, że kim ty jesteś?

To nie był pierwszy taki wybuch ojca, ale właśnie wtedy pozwoliłem sobie na coś, czego nie powinienem był mówić.

-Myślę, że jestem twoim synem, dupku!- krzyknąłem.

Usłyszałem tylko jak ojciec mówi, że tego już za wiele i poczułem, jak zaczął mnie kopać.
Mocne uderzenie w brzuch, pchnięcie mojej głowy na fortepian i celny rzut doniczką. Potem zemdlałem.


***

Przypomniałem sobie te wszystkie krzywdy.
Mimo własnej woli zacząłem krzyczeć i płakać.


------------------------------------------
Okay kochani.
Nie miałam internetu, ale już jestem "zdrowa" i mam internet, więc mogę pisać.
Postaram się szybko wstawić rozdziały i skupić się na ff o zaynie.
Będzie chyba 35 rozdziałów+ epilog.
Zapraszam do dalszego czytania.




----------
Przeczytałeś? Skomentuj!
To wiele dla mnie znaczy.