Rozdział 5
*Louis*
Gdy powiedział, że mnie nie zostawi moje serce napełniło się radością.
-Wiesz... jesteś jedyną osobą, która ze mną została.- powiedziałem.
Uświadomiłem sobie, że nie powinienem tego mówić.
-Jak to? A twoja matka?- zapytał zdziwiony.
W tej chwili wspomnienia wróciły.
No tak, zapomniałem, że nadal nie wyznałem prawdy.
I nigdy nie wyznam całej.
Tego nie mogę zrobić.
To zraniłoby go jeszcze mocniej.
Teraz jestem pewny, że nie mogę.
-Moja mama..uhm..też mnie zostawiła.- powiedziałem w końcu.
-Ale dlaczego? Przecież na początku została..?
Nie wiem, co mam mu teraz powiedzieć.
-Tak, ale jakiś czas temu nie wytrzymała.
-Nie rozumiem tylko, dlaczego? I czemu tak nagle?
Nie mogę, nie mogę.
Bo co mu powiem?
Muszę skłamać.
Tylko, że kłamstwo nigdy nie było moją mocną stroną.
-Ja... Tak właściwie sam nie wiem.
Miałem nadzieję, że nie rozpozna oszustwa.
*Harry*
Oszukał mnie...
Widzę to w jego oczach.
Ta historia, ta która tak bardzo mnie wzruszyła i zasmuciła skrywa jeszcze wiele cierpień.
Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że ten spokojny chłopak ukrywa przed całym światem taką zagmatwaną prawdę.
Postanowiłem nie wymuszać od niego żadnej odpowiedzi.
Powie mi kiedy zechce.
Nie mogę naciskać.
-Ja również nie mam pojęcia- powiedziałem zgodnie z prawdą.
*Louis*
Nie jestem pewien, czy mi uwierzył.
Pewnie nie.
Ale nawet jeśli nie, to nic nie wspomniał.
Prawdziwy przyjaciel.
-Myślę, że powinniśmy iść już spać- zaproponował.
-Taak, to dobry pomysł.
-Zaczekaj chwilę. Przyniosę ci pościel.
-Okay. Zrobić kolację?
-Tak, poproszę.
Zrobiłem kanapki z masłem orzechowym.
Oboje je uwielbialiśmy.
Usłyszałem kroki Harrego.
-Przyniosłem, trzymaj- rzucił we mnie pościelą z uśmiechem.
Jego radość była taka zaraźliwa.
-Dzięki, a ja zrobiłem jedzenie.
-Będziesz moją kucharką, dobrze?- zaśmiał się.
-Chętnie, ale to tylko kanapki. Na pewno robisz o niebo lepsze.
Obdarował mnie swoim szerokim uśmiechem z dołeczkami.
-Przestań, ja nie umiem nawet zagotować wody na herbatę.- roześmiał się tak radośnie, że nie mogłem pozostać poważny.
Śmieliśmy się razem przez dobre pięć minut.
Nie sądziłem, że mimo choroby będę się jeszcze tak zachowywał.
-No już nie przesadzaj. Herbata wychodzi ci przepyszna.
Znowu wybuchliśmy śmiechem.
Wkrótce się opanowaliśmy i zaczęliśmy wycierać z twarzy masło orzechowe.
-Okay, teraz już na prawdę musimy spać.
W końcu jutro jest szkoła..- drugą część zdania wypowiedział smutno.
-Tak...ale hej! Razem damy radę. Tak?
Harry się zamyślił.
-Tak- odpowiedział po chwili.
*Harry*
Teraz już wiem, że znalazłem przyjaciela na całe życie... całe JEGO życie.
Życie, które niedługo może się skończyć.
Położyłem się do łóżka, ale zamiast spać zająłem się rozmyślaniem.
Wróciły do mnie wspomnienia z tamtego ranka.
***
[...] Natychmiast zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Gdy byłem w salonie spojrzałem za siebie i wtedy poczułem piekący ból policzka. Wiedziałem kto zadał cios.
Mój własny ojciec.
Chwilę potem usłyszałem jego warknięcie.
-Mówiłem, żebyś zszedł szybko!
Co ty sobie gnojku myślisz, że kim ty jesteś?
To nie był pierwszy taki wybuch ojca, ale właśnie wtedy pozwoliłem sobie na coś, czego nie powinienem był mówić.
-Myślę, że jestem twoim synem, dupku!- krzyknąłem.
Usłyszałem tylko jak ojciec mówi, że tego już za wiele i poczułem, jak zaczął mnie kopać.
Mocne uderzenie w brzuch, pchnięcie mojej głowy na fortepian i celny rzut doniczką. Potem zemdlałem.
***
Przypomniałem sobie te wszystkie krzywdy.
Mimo własnej woli zacząłem krzyczeć i płakać.
------------------------------------------
Okay kochani.
Nie miałam internetu, ale już jestem "zdrowa" i mam internet, więc mogę pisać.
Postaram się szybko wstawić rozdziały i skupić się na ff o zaynie.
Będzie chyba 35 rozdziałów+ epilog.
Zapraszam do dalszego czytania.
----------
Przeczytałeś? Skomentuj!
To wiele dla mnie znaczy.
Bo co mu powiem?
Muszę skłamać.
Tylko, że kłamstwo nigdy nie było moją mocną stroną.
-Ja... Tak właściwie sam nie wiem.
Miałem nadzieję, że nie rozpozna oszustwa.
*Harry*
Oszukał mnie...
Widzę to w jego oczach.
Ta historia, ta która tak bardzo mnie wzruszyła i zasmuciła skrywa jeszcze wiele cierpień.
Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że ten spokojny chłopak ukrywa przed całym światem taką zagmatwaną prawdę.
Postanowiłem nie wymuszać od niego żadnej odpowiedzi.
Powie mi kiedy zechce.
Nie mogę naciskać.
-Ja również nie mam pojęcia- powiedziałem zgodnie z prawdą.
*Louis*
Nie jestem pewien, czy mi uwierzył.
Pewnie nie.
Ale nawet jeśli nie, to nic nie wspomniał.
Prawdziwy przyjaciel.
-Myślę, że powinniśmy iść już spać- zaproponował.
-Taak, to dobry pomysł.
-Zaczekaj chwilę. Przyniosę ci pościel.
-Okay. Zrobić kolację?
-Tak, poproszę.
Zrobiłem kanapki z masłem orzechowym.
Oboje je uwielbialiśmy.
Usłyszałem kroki Harrego.
-Przyniosłem, trzymaj- rzucił we mnie pościelą z uśmiechem.
Jego radość była taka zaraźliwa.
-Dzięki, a ja zrobiłem jedzenie.
-Będziesz moją kucharką, dobrze?- zaśmiał się.
-Chętnie, ale to tylko kanapki. Na pewno robisz o niebo lepsze.
Obdarował mnie swoim szerokim uśmiechem z dołeczkami.
-Przestań, ja nie umiem nawet zagotować wody na herbatę.- roześmiał się tak radośnie, że nie mogłem pozostać poważny.
Śmieliśmy się razem przez dobre pięć minut.
Nie sądziłem, że mimo choroby będę się jeszcze tak zachowywał.
-No już nie przesadzaj. Herbata wychodzi ci przepyszna.
Znowu wybuchliśmy śmiechem.
Wkrótce się opanowaliśmy i zaczęliśmy wycierać z twarzy masło orzechowe.
-Okay, teraz już na prawdę musimy spać.
W końcu jutro jest szkoła..- drugą część zdania wypowiedział smutno.
-Tak...ale hej! Razem damy radę. Tak?
Harry się zamyślił.
-Tak- odpowiedział po chwili.
*Harry*
Teraz już wiem, że znalazłem przyjaciela na całe życie... całe JEGO życie.
Życie, które niedługo może się skończyć.
Położyłem się do łóżka, ale zamiast spać zająłem się rozmyślaniem.
Wróciły do mnie wspomnienia z tamtego ranka.
***
[...] Natychmiast zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Gdy byłem w salonie spojrzałem za siebie i wtedy poczułem piekący ból policzka. Wiedziałem kto zadał cios.
Mój własny ojciec.
Chwilę potem usłyszałem jego warknięcie.
-Mówiłem, żebyś zszedł szybko!
Co ty sobie gnojku myślisz, że kim ty jesteś?
To nie był pierwszy taki wybuch ojca, ale właśnie wtedy pozwoliłem sobie na coś, czego nie powinienem był mówić.
-Myślę, że jestem twoim synem, dupku!- krzyknąłem.
Usłyszałem tylko jak ojciec mówi, że tego już za wiele i poczułem, jak zaczął mnie kopać.
Mocne uderzenie w brzuch, pchnięcie mojej głowy na fortepian i celny rzut doniczką. Potem zemdlałem.
***
Przypomniałem sobie te wszystkie krzywdy.
Mimo własnej woli zacząłem krzyczeć i płakać.
------------------------------------------
Okay kochani.
Nie miałam internetu, ale już jestem "zdrowa" i mam internet, więc mogę pisać.
Postaram się szybko wstawić rozdziały i skupić się na ff o zaynie.
Będzie chyba 35 rozdziałów+ epilog.
Zapraszam do dalszego czytania.
----------
Przeczytałeś? Skomentuj!
To wiele dla mnie znaczy.
Fajnie, fajnie :) Prosze o szybkiego naxta :* /Kim
OdpowiedzUsuńDziękuje i prawdopodobnie będzie jutro.
Usuń