wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 4

Rozdział 4

*Harry*

Czekałem z niecierpliwością na opowieść Louisa.

-Miałem 12 lat...
Zaczynam od tego wieku, bo to jest właśnie najistotniejsze.
Często chorowałem.
Nie miałem przyjaciół.
Jeździłem regularnie na badania kontrolne.
I pewnego dnia podczas wizyty w szpitalu poznałem dziewczynkę o imieniu Anna.
Szybko się zaprzyjaźniliśmy, bo byliśmy bardzo podobni.
Wysportowani, weseli, rozbiegani i mocno pyskaci.
Po krótkim czasie zaczęliśmy razem chodzić.
Byliśmy najszczęśliwszą parą pod słońcem.
Ale pewnego dnia...- przerwał, bo łzy zaczęły mu lecieć do oczu.

Nadal nie rozumiałem sensu tej historii.
Może dziewczyna zmarła?
Wątpię w to.
Te oczy skrywają większe cierpienie.

-Louis, jeśli nie chcesz, to nie kończ.
-Muszę, jestem ci to winien.
-Niczego nie musisz.
-Ale chcę, zrobię to!
-Dobrze, ale pamiętaj, jeśli zmienisz zdanie to zwyczajnie skończ mówić.
Widzę, że to dla ciebie trudne i rozumiem.

-Chcę to dokończyć Harry!- warknął 
-Dobrze
-Ale pewnego dnia przyszedł do naszego domu znajomy lekarz.
Od razu zrobiło mi się go żal.
Był strasznie blady i przestraszony.
Zapytał o moją mamę.
Pokazałem mu drogę.
Poprosili mnie, bym wyszedł, ale ja byłem zbyt ciekawy i podsłuchiwałem zza drzwi.
*
-Pani Vanesso, wie pani z czym przychodzę.- powiedział doktor.
-Tak, wiem. To wyniki. Prawda?

Zrozumiałem, że mowa o moich wynikach.

-Tak
-Ale czy coś jest nie w porządku?

Lekarz się zawahał.

-Powiem to bez owijania w bawełnę pani Tomlinson.
-Proszę bardzo, słucham.
-Pani syn...On ma białaczkę.

Nogi się pode mną ugięły.
Cały mój świat stanął do góry nogami.
Mimo tego słuchałem dalej słuchałem.
Słychać było szloch mamy.
Zrobiło mi się przykro, że musi przez to przechodzić.

-Panie doktorze, to nie może być prawda!
-Przykro mi.
-I co teraz?
- Proszę przekazać mu to jakoś spokojnie i zaprowadzić do szpitala na kolejne badania.

Po wyjściu doktora wyznałem mamie, że już wszystko wiem.
Siedzieliśmy razem przez kilka godzin w prawie całkowitym milczeniu.
Potem wrócił tata.
Poszedłem do pokoju, a mama wszystko mu opowiedziała.
Nie byłem w stanie nic dosłyszeć.
Zrozumiałem tylko ostatni fragment rozmowy.

-Słuchaj Vanessa, nie będę pilnował żadnego chorego dzieciaka!
Wybieraj, albo on, albo ja.

Nigdy więcej go nie zobaczyłem.
W szpitalu powiedziałem o wszystkim Annie.
Ufałem tylko jej i mamie.
Jednak zaskoczyła mnie jej reakcja.

-Louisie, ja naprawdę bardzo ci współczuję, ale nie mogę być już z tobą.
Wiesz, dlaczego?
Jeśli kiedyś umrzesz złamiesz mi wtedy serce.
Nie poradzę sobie z tym. Przykro mi- powiedziała tylko tyle i wybiegła z mojej sali.
*

-Od tamtej pory staram się unikać ludzi.
Stałem się zamknięty w sobie.
Odtrącałem każdego.
Tylko ciebie nie próbowałem oddalić.
Nie wiem, dlaczego tak jest.
Przepraszam.

-O mój boże! Nie przepraszam mnie za nic!- powiedziałem przez łzy.
Byłem zrozpaczony.
Nie chcę, aby on umarł.

*Louis*

Harry był pierwszą osobą, której powiedziałem wszystko.
Dokładnie wszystko.
Dopiero teraz zauważyłem, że jego twarz pokrywa warstwa łez. 
No, tak.
Braawo Louis, punkt dla ciebie!
Już za chwilę zostawi cię kolejna osoba. 

*Harry*

Wiem tylko jedno.
Albo i więcej.
Louis jest poważnie chory.
W każdej chwili może umrzeć.
Ale czy to nam przeszkodzi?
Może uda się go wyleczyć?
To mój najlepszy przyjaciel.
Brązowa grzywka, oczy skrawające prawdę
i jego pasiaste koszulki...

-Nie zostawię cię, Louis- oznajmiłem



------------------
O mój boże głową mnie dziś boli a juz 24 :(
Jutro szkoła. Ale trudno. Macie czwarty rozdział.
Pozdrawiam.

2 komentarze:

  1. to jest genialne!! Az sie poplakalam :( najpierw umiera mama Harry'ego, a teraz jeszcze Louise w kazdej chwili moze umrzec :( P.S. Ty to tlumaczysz czy sama wszystko wymyslasz? :) /Kim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju uwielbiam czytać twoje komentarze. Bardzo mnie uszczęśliwiają. To ff wymyślam sama. I oczywiście muszę dodać, że z niecierpliwością czekam na bally. Pozdrawiam!

      Usuń