Rozdział 9
*Harry*
Gdy przyjechałem do domu, Louisa nie było.
Poszedłem do salonu.
Rozsiadłem się na kanapie i zacząłem oglądać telewizję.
Byłem bardzo osłabiony, więc szybko zasnęłem.
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
To pewnie Louis.
Ciekawe, gdzie był?
Nałożyłem na bose nogi niebieskie kapcie w białe paski i podszedłem do drzwi.
Otworzyłem je i zacząłem mówić.
-Louis, gdzie ty..- przerwałem, bo zobaczyłem, że to nie mój przyjaciel.
Była to wysoka dziewczyna o jasnych, długich włosach.
Wydawała mi się znajoma.
Po chwili gdy ujrzałem jej uśmiech, rozpoznałem ją.
-Victoria?- zapytałem.
Blondynka uśmiechnęła się szerzej.
To oznaczało, że prawidłowo odgadłem imię.
-Harry!! Nareszcie!
-uhm.. cześć, ale co ty tu robisz?
- Chciałam cię zobaczyć.
Victoria była moją koleżanką z poprzedniej szkoły.
Jej wizyta była bardzo miła.
Opowiadała mi o tym, jak kto się zmienił.
-A Jessie?- zapytałem zmartwiony.
Jessie to moja siostra.
Nie taka prawdziwa, ale znaczyła dla mnie wiele.
Niestety... zakochała się we mnie.
Nie mogłem odwzajemnić jej miłości.
Dla mnie była jak rodzeństwo.
Poczułem się jak dupek, gdy ją odrzuciłem.
Dwa dni później dowiedziałem się o jej chorobie, śmiertelnej chorobie.
Miałem nadzieję, że żyje i ma się dobrze.
-Yhm..dobrze- zawahała się i mrugnęła oczami.
Znałem ją tyle lat, że potrafiłem poznać, gdy kłamała.
-Viki, kłamiesz.
-Harry, ona nie żyje.
Moje oczy napełniły się łzami.
Czemu każda osoba, która jest dla mnie ważna musi odejść?
-Kiedy?- musiałem wiedzieć.
-Dzień po tym, jak wyjechałeś- domyślała się o co zaraz zapytam.
-Czy ona...
-Harry, to naprawdę nieistotne.
-Powiedz mi!- płakałem.
Westchnęła i poddała się.
-Tak, popełniła samobójstwo.
-Dlaczego?- domyślałem się odpowiedzi.
Zapadła długa cisza.
-Bo cię kochała...
I znów zacząłem płakać.
Chcąc, nie chcąc...to moja wina.
To przeze mnie nie żyje.
To przeze mnie się zabiła.
Czemu ja muszę każdego ranić?
Nigdy nie wybaczę sobie jej śmierci.
Płakałem długo, ale potem ochłonęłem...
Nic już nie mogę zmienić.
To już się stało.
Tori mnie przytuliła.
-A jej rodzice? Czy oni..- nie zdążyłem zadać pytania, bo usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi.
LOUIS.
Nucił bardzo wesołą piosenkę.
Był szczęśliwy.
Uśmiechał się od ucha, do ucha.
Wszedł do salonu i dopiero wtedy spojrzał na nas.
Jego radość natychmiast zniknęła.
*Louis*
Gdy wszedłem do mieszkania, byłem gotowy wyznać Harremu miłość, ale wtedy usłyszałem głosy.
Mój ukochany siedział na fotelu.
Przytulała go jakaś atrakcyjna dziewczyna.
Natychmiast posmutniałem.
Może on jednak nie jest homoseksualistą?
-Ja...przepraszam, wrócę później- wyjąkałem i wybiegłem na podwórze.
Nie wiem, co teraz zrobić.
Jestem załamany.
A już miałem nadzieję.
*Harry*
Louis wybiegł z mieszkania jak oparzony.
Nie wiem, o co mu chodziło.
Usłyszałem śmiech koleżanki.
-O co ci chodzi?- zapytałem.
-Zdaje się, że twój chłopak był o nas zazdrosny.
-To nie jest mój chłopak. O czym ty mówisz?
-Harry, Harry.. czy ty tego nie widzisz?
On cię kocha!
-Czemu tak myślisz?
-Sposób w jaki na siebie patrzycie, mówicie do siebie i TO..to była zazdrość.
Harry powiedz szczerze, kochasz go?
Nie musiałem długo myśleć nad odpowiedzią.
-Tak
-Więc..? Biegnij za nim!- poradziła.
Natychmiast jej posłuchałem.
Wybiegłem z domu w pośpiechu i ruszyłem biegiem przez miasto.
Przeszukałem wszystkie miejsca, w których mógłby być Louis.
Nigdzie go nie znalazłem.
Chyba, że...Nie, Louis...Co ty chcesz zrobić?
----------------------------------
Hej!
Mówiąc nieskromnie jestem z siebie cholernie dumna, bo dodałam dziś trzy rozdziały.
Jak zwykle proszę o komentarze i pozdrawiam wszystkich.
Kolejny jutro :)
świetne ff 💚💚💚💚
OdpowiedzUsuńDziękuję
UsuńGenialne! Zycze weny na kolejne rozdzialy :* /Kim
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńEllo! Ciao!
OdpowiedzUsuńNareszcie znalazłam wolną chwilę 😄 Rozdział jak zawsze świetny i lecę czytać dalej 😉
Nadia
Dziękuję bardzo!
Usuń