piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 7

Rozdział 7

*Louis*

W towarzystwie Harrego cały świat stawał się lepszy.
Jego słodkie dołeczki, gdy się uśmiecha.
Jego sprężyste loczki.
Jego zielone oczy.
Jego rozbawione spojrzenie.
Jego żarty.
Jego styl.
Jego historia. 
ON.
To dziwne, ale teraz on jest całym moim życiem.
Szkoda, że kiedyś umrę.
KIEDYŚ... ugh
Nigdy nie będę z nim szczery.
Jakie to zabawne, że spotkałem osobę, która jest taka jak ja I doświadczyła w życiu równie wiele, a i  tak nie zna prawdy.

***

Zaczynała się lekcja polskiego.
Siedzieliśmy z Harrym razem.
Około 10 minut przed dzwonkiem na przerwę ktoś rzucił zgniecioną karteczkę na naszą ławkę.
Ostrożnie rozwinęłem papierek.
I właśnie wtedy dotarło do mnie, że moje życie, tak samo jak życie mojego przyjaciela już nigdy nie będzie idealne.
Na karteczke widniało sześć słów w kolorze wściekłej zielenii*.

"GEJOM ZAKAZ WSTĘPU DO TEGO MIASTA"

Nerwowo zgniotłem kartkę wydrapując przy tym dziury w ławce.
Dobrze, że Harry niczego nie zauważył.
Doczekałem w końcu do przerwy.
Wybiegłem wkurzony z sali.
Ze łzami w oczach dotarłem do łazienki.
W kabinie rozpłakałem się.
Co ja im zrobiłem?
Co Harry im zrobił?
Nic.
Przecież my nawet nie chodzimy ze sobą!
To prawda, jestem gejem, ale co z tego?
Przyjaciel nigdy mi tego nie wyznał, ale myślę, że on również.
Tak czuję.
Może nawet i  jestem w nim zakochany, ale to nie upoważnia nikogo do nękania nas.
To przecież nasze, pieprzone życie i nasz cholerny wybór, tak?
Nie ich.
A wracając do tego, że go kocham...
Jestem ciekawy jego uczuć, ale nie powiem mu tego.
Zbyt mocno boję się odrzucenia.
Już tyle osób odeszło z mojego życia.
Nie chcę stracić nikogo więcej.
Wyszedłem z ubikacji i ze złością kopnęłem śmietnik.

*Harry*

Po lekcji Louis wybiegł w stronę toalety.
Może źle się poczuł?
Zauważyłem, że po drodze wypadło mu coś z kieszeni. 
Podniosłem mały papierek i przeczytałem jego zawartość.

*Louis*

Na korytarzu usłyszałem krzyk dyrektorki.
Była przestraszona.
Zobaczyłem uczniów ustawionych w kółko.
Zaciekawiło mnie kto jest pechowcem, który leży na ziemii.
I w chwili, w której ujrzałem jego twarz, nogi się pode mną ugięły.
To był Harry.
Był nieprzytomny, a w ręku trzymał kawałek kartki w kratkę.
LOUIS, TY DURNIU!
Miałem ochotę krzyczeć na siebie.
Nie chciałem już nigdy więcej widzieć jego smutku.
Ale znów zawaliłem.

-Pani dyrektor?- zapytałem
-Tak młody człowieku?- była już spokojniejsza.
-Co z nim teraz będzie?
To mój przyjaciel.

Spojrzała na mnie badawczo i  dopiero potem się odezwała.

-Zemdlał i nie może się obudzić. Wygląda to poważnie.
Wiozą go do szpitala św. Heleny.

Szpital św. Heleny...
Prawdopodobnie nigdy nie uwolnimy się od tego miejsca.
Ostatnio, gdy usłyszałem tą nazwę zmarła mama Harrego.
Nie pozwolę na deja vu.
Muszę tam pojechać.
W takich chwilach żałuję braku auta.
Dotarcie tam autobusem zajmie mi ponad godzinę, ale nie mam wyjścia.


------------------------------------------------------------

*wściekła zieleń- jest to taka " dedykacja " dla przyjaciółki.
Określenie to pochodzi od naszych żartów na temat nauczycielki.

Mamy już 7!
Postaram się jeszcze dzisiaj dodac 8 i 9.


KOMENTUJCIE PROSZE, PISZE SIE WTEDY DUŻO MILEJ!



4 komentarze:

  1. O boze to jest zaaaaaaajebiste! Prosze cie pisz dalej, jestem tak bardzo ciekawa co sie stanie :D /Kim

    OdpowiedzUsuń
  2. Ello! Ciao!
    Łał, jesteś naprawdę w tym dobra. Mam nadzieję, że się rozpiszesz i rozdziały będą dłuższe :)
    A w wolnej chwili zapraszam do mnie, opinie mile widziane :D http://our-9th-life.blogspot.com/
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Rozdziały będą cały czas tej długości. Mam już wszystko napisane. Postaram się dodawać je po prostu częściej.
      Za chwilkę do ciebie zajrzę.

      Usuń