Rozdział 25
*Harry*
Zostało 6 dni...
Dzisiaj ślub.
Ceremonia przypadała na popołudnie, więc mieliśmy jeszcze czas.
Zerwałem się gwałtownie na równe nogi i wybiegłem z telefonem na balkon.
Wystukałem dziewięć cyfr i modliłem się, by wciąź miał ten numer.
Już po chwili po drugiej stronie usłyszałem oddech.
-Halo?- zapytał zachrypniętym głosem. To on.
Odetchnęłem głęboko, zanim odważyłem się odezwać.
-Tato?
***
Rozmowa była delikatnie mówiąc dziwna.
Ojciec na początku wyzwał mnie od pieprzonych pedałów.
Potem jednak błyskawicznie zmienił ton i od razu zgodził się przyjść na ślub.
Zdiwiło mnie to, ale wolałem nie doszukiwać się we wszystkim intrygi.
Osiągnąłem niemożliwe.
Zadowolony z siebie wróciłem do łóżka.
Louis nadal spał.
Miał lekko rozchylone wargi i potargane włosy.
Pocałowałem go w czoło i znów pogrążyłem się we śnie.
*Louis*
Obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
Przetarłem powieki i otworzyłem oczy.
Harry leżał przy mnie wtulony w moją szyję.
Chciałem sprawdzić z jakiego powodu mój iphone postanowił przerwać nam sen.
Sięgnęłem po niego i nagle coś mnie przeraziło.
Nie był to brak jakichkolwiek powiadomień.
Była to godzina.
10:30.
Cholera, przecież za 1,5h mamy ślub.
Zacząłem budzić Harry'ego szarpaniem za włosy, ale to poskutkowało tylko jego mruczeniem "jeszcze pięć minut".
Wiem, co go obudzi.
Przybliżyłem się do jego szyi.
Zacząłem składać na niej mokre pocałunki, zjeżdżając coraz niżej.
Dotarłem do obojczyków.
-Lou?- zapytał pobudzony
-Tak Harreh? Obudziłeś się?
-Tak... Obudził mnie czyjść język- zaśmiał się.
Dołączyłem do niego, ale po chwili spowarzniałem.
-Haroldzie! Mamy dzisiaj ślub!- użyłem tego imienia, żeby go odrobinę zirytować.
-Louis'ie William'ie Tomlinson...- zaczął odpowiedź lekko zły.
Nie chciałem, żeby się na mnie gniewał, dlatego przyciągnęłem go bliżej, zaplatając swoje uda za jego plecy i pocałowałem.
-No co?- zapytałem niewinnym głosikiem
Uśmiechnął się pokonany.
-Nic. Kocham cię. Musimy się szykować.
*Harry*
Staliśmy obaj w garniturach zestresowani jak pierwszoklasiści przed występem.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu gości.
Wkrótce nadeszła Lizzy, zaraz za nią Victoria, a na końcu Anna.
Nasi rodzice nie przyszli.
Urzędnik, który miał udzielić nam ślubu zaczął potupywać nogą ze zniecierpliwieniem.
Lou był zdziwiony moim zachowaniem.
Nie wiedział na kogo czekam.
Westchnęłem zawiedziony i dałem znak, by rozpoczęto ceremonię.
Nie minęło dużo czasu, aż ktoś przerwał.
Wbiegli zdyszani rodzice Louis'a i mój ojciec.
-Przepraszamy bardzo za spóźnienie.
Podwoziliśmy tego pana, a po drodze złapaliśmy gumę- tłumaczyła zajście kobieta.
Uspokoiliśmy ich i przekonaliśmy, że nic nie szkodzi.
Mój przyszły mąż wciąż wpatrywał się w gości ze łzami w oczach i niedowierzał.
Reszta uroczystości przebiegła bez zakłóceń.
Było pięknie.
Zupełnie jak w bajce.
Po ogłoszeniu nas małżeństwem dałem mężowi czas na rozmowę z rodziną.
Ja wymieniłem pare zdań z ojcem.
Co chwilę mówił jaki jest ze mnie dumny.
Być może się zmienił.
Wszystkim gościom zaproponowaliśmy nocleg u siebie.
Nie zamierzaliśmy obchodzić nocy poślibnej.
Oboje wiedzieliśmy, że Louis jest słaby.
Coraz słabszy...
-Louis'ie William'ie Tomlinson...- zaczął odpowiedź lekko zły.
Nie chciałem, żeby się na mnie gniewał, dlatego przyciągnęłem go bliżej, zaplatając swoje uda za jego plecy i pocałowałem.
-No co?- zapytałem niewinnym głosikiem
Uśmiechnął się pokonany.
-Nic. Kocham cię. Musimy się szykować.
*Harry*
Staliśmy obaj w garniturach zestresowani jak pierwszoklasiści przed występem.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu gości.
Wkrótce nadeszła Lizzy, zaraz za nią Victoria, a na końcu Anna.
Nasi rodzice nie przyszli.
Urzędnik, który miał udzielić nam ślubu zaczął potupywać nogą ze zniecierpliwieniem.
Lou był zdziwiony moim zachowaniem.
Nie wiedział na kogo czekam.
Westchnęłem zawiedziony i dałem znak, by rozpoczęto ceremonię.
Nie minęło dużo czasu, aż ktoś przerwał.
Wbiegli zdyszani rodzice Louis'a i mój ojciec.
-Przepraszamy bardzo za spóźnienie.
Podwoziliśmy tego pana, a po drodze złapaliśmy gumę- tłumaczyła zajście kobieta.
Uspokoiliśmy ich i przekonaliśmy, że nic nie szkodzi.
Mój przyszły mąż wciąż wpatrywał się w gości ze łzami w oczach i niedowierzał.
Reszta uroczystości przebiegła bez zakłóceń.
Było pięknie.
Zupełnie jak w bajce.
Po ogłoszeniu nas małżeństwem dałem mężowi czas na rozmowę z rodziną.
Ja wymieniłem pare zdań z ojcem.
Co chwilę mówił jaki jest ze mnie dumny.
Być może się zmienił.
Wszystkim gościom zaproponowaliśmy nocleg u siebie.
Nie zamierzaliśmy obchodzić nocy poślibnej.
Oboje wiedzieliśmy, że Louis jest słaby.
Coraz słabszy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz