niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 24

Rozdział 24

*Harry*

Zostało 7 dni...
Z uśmiechem wspominałem wczorajszy wypad.
Wszyscy ludzie byli zbyt zajęci sobą, żeby zauważyć całujących się na środku basenu dwóch chłopaków.
Wodne zabawy tak nas zmęczyły, że Lou zasnął w taksówce.
Nie chcąc go zbudzić, wzięłem go na ręce i zaniosłem do sypialni.
Wtulił się we mnie i cichutko pomrukiwał.
Kolejny udany dzień.
Ale co dzisiaj?
Zobaczyłem wciąż śpiącego Louis'a i poczułem, że muszę go przytulić.
Zmrużyłem oczy i złożyłem kilka pocałunków na jego żebrach.
Już miałem ponownie zapaść w sen, kiedy coś mi się przypomniało.


-Ślub! Jutro ślub!- niechcący wykrzyknęłem te słowa i obudziłem tym Louis'a.

-Harreh...co się stało?
-Przepraszam kochanie... Po prostu.. Jutro bierzemy ślub, a nic jeszcze nie gotowe.

Chłopak przeciągnął się i pocałował mnie w czubek nosa.

-Damy radę! Ja zajmę się salą i jedzeniem, a ty muzyką i gośćmi. Co ty na to?

Zamyśliłem się nad pewną rzeczą.

-Lou? Kogo mam zaprosić?
-Racja... Zawsze chciałem, żeby rodzice byli na moim ślubie, ale na to nie ma co liczyć.
-Przykro mi, skarbie..

Mój ukochany lekko się uśmiechnął.

-Nic nie szkodzi.
Zaprosiłeś Lizzy, to już coś.
-Taak..- westchnęłem
-Zaprośmy Victorię!- pisnął uradowany
-Okay, zadzwonię do niej.
-Hazz?
-Tak, LouLou?
-Pomyślałem, że moźe zaprosimy Annę?
-Annę? Przecież tak bardzo cię zraniła.
-Wiem, ale mimo wszystko kiedyś się przyjaźniliśmy.
Ślub to dobra okazja do pojednania.
-Dobrze, mam nadzieję, że jej obecność nie zepsuje nam uroczystości.

Chłopak spuścił głowęw dół.

-Uhm.. harry, a twój tata?

Wróciło wspomnienie nastolatka chowającego się przed pijanym ojcem.

-Słyszałeś jaki był... Nie kochał mnie

***

Louis poprosił, żebym jeździł do potencjalnych gości osobiście.
Najpierw udałem się do Tori.
Z naszej rozmowy telefonicznej wynikało, że nowe mieszkanie znajduje się blisko niej.
Już po dwudziestu minutach jazdy augobusem stałem u progu jej drzwi, oznajmiając jej radosną nowinę.
Przy okazji podziękowałem jej.
Gdyby nie ona, nie odważyłbym się wyznać ukochanemu, co czuję.
Ona tylko się śmiała i powiedziała, że była pewna, że skończymy jako małżeństwo.
Z Anną poszło równie dobrze.
Przepraszała mnie jeszcze z dziesięć razy.
Powiedziałem, że jej wybaczyłem, a Louis bardzo chciałby zobaczyć ją na naszej uroczystości.
Victoria będzie, Anna będzie...
Zadzwoniłem do Lizz i przekazałem jej dokładne informacje.
Adres, godzine i tego typu rzeczy.
Lizzy też będzie.
Teraz czeka mnie trudniejsze zadanie.
Choćby nie wiem co, zamierzam sprowadzić tu nasze rodziny.

***

Stałem przed mieszkaniem, w którym prawdopodobnie przebywali rodzice mojego narzeczonego.
Z tego, co udało mi się ustalić, znów byli razem.
Czułem do nich nienawiść, ale chciałem spełnić marzenie Lou.
Kiedy otworzyła mi szczęśliwa para, przedstawiłem się im jako przyszły maż ich syna.
Na początku byli zszokowani.
Później wyjaśniłem im całą sytuację jak najdokładniej i poprosiłem o przybycie.
Matka odrazu się rozpłakała i zadeklarowała swoją obecność.
Ojciec z początku był sceptycznie nastawiony, ale po chwili powiedział:

-Zmieniłem się. Wiem, co zrobiłem źle.
Teraz chcę go wspierać.


___________

Mam nadzieję, że rozumiecie moje dłuższe nieobecności.
Mój stan zdrowia jest dość kiepski, więc nie zawsze jestem w stanie coś dodać, ale gwarantuję wam, że przed moim wyjazdem do szpitala czyli 23 czerwca, opowiadanie będzie zakończone.
Proszę o komentarze, bo ostatnio ich nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz