piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 8

Rozdział 8

*Harry*

Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu.
Rozpoznałem szpital.
Ten sam, w którym zmarła moja mama.
Koło mojego białego łóżka zauważyłem człowieka siedzącego na krześle.
Był rozmazany.

-Harry?- odezwał się nieznajomy.

Otworzyłem szerzej oczy, a on się uśmiechnął.
Znałem ten uśmiech.
To Louis.

-Harry, wszystko dobrze?- zapytał.

Chciałem zapewnić go, że tak, ale wtedy przypomniał mi się powód mojego pobytu tutaj.

-Nic już nigdy nie będzie w porządku, Louis.
-Ja wiem, że tak ci się może teraz wydawać, mi też, ale wiem, że damy  radę.

W tej chwili poczułem się jak egoista.
Przecież on też to przeżywa.
I po raz pierwszy przeszło mi przez myśl to, że go kocham.
Szkoda, że nie mogę mu tak po prostu tego powiedzieć.
A może mogę?
Zaryzykuję.

-Louis?
-Tak?
-Czy..y..czy to prawda?

Zaśmiał się cichutko.

-Masz na myśli to, czy wolę chłopców?
-Yhm.. tak- odpowiedziałem niezręcznie
-Tak, to prawda.
-Aha.
-A ty?

*Louis*

Nie wiem, czemu o to zapytałem.
Nie powinienem.
Może to go do mnie zrazi?

-Ja uhm.. chyba też- odpowiedział po chwili.

W tym momencie moje serce napełniło się nadzieją.

-Ale to nie znaczy, że jesteś gorszy- od razu zacząłem go pocieszać.

-Ja wiem, tylko że ja..eh..posłuchaj ja..

Może to głupie, ale miałem nadzieję, że powie mi, że mnie kocha I wszystko będzie dobrze.
Nagle do sali weszła pielęgniarka.

-Dzień dobry! Przykro mi, ale jego stan nie pozwala na zbyt długie odwiedziny.
Pora na ciebie, możesz przyjść jutro.-odezwała się do mnie.
-Do zobaczenia Harry! Przyjadę jutro.

Wróciłem do ''naszego'' mieszkania.
Całe szczęście, że Harry dał mi klucz.
Mój dom zostawiłem już dawno.

***

Następnego ranka pobiegłem na autobus.
Chciałem jak najszybciej się przy nim znaleźć.
Gdy dojechałem do szpitala podeszłem do recepcji.

-Dzień Dobry! Gdzie leży Harold Styles?- zapytałem dziewczyny.

Zupełnie zapomniałem numeru sali.

-Ah, Harold Styles, tak? Poszukam w komputerze.

Minuty czekania zdawały się godzinami.

-Harold odszedł godzinę temu- powiedziała bez emocji.

Nogi się pode mną ugięły, kolory odpłynęły mi z twarzy.
Wpatrywałem się w recepcjonistkę nie dowierzając.
Harry zmarł?

-Oh, niech pan się uspokoi.- zaczęła.
-Jak mam być spokojny?- krzyknęłem.

Byłem na nią wściekły.
Mój ukochany nie żyje, a ona mnie uspokaja?

-Spokojnie, odszedł do domu. Przepraszam za nieporozumienie.

Natychmiast poczułem się lepiej.

-Uhm..tak. Widocznie się mineliśmy. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Kocha go pan, prawda?

Znowu pobladłem. Skąd ona wie?

-Czy to widać?
-Kobieca intuicja- zaśmiała się.
-Ale czy pani nie powinna mnie teraz wyzywać od zboczeńców?

Uśmiechnęła się przyjaźnie.

-Są różni ludzie.- oznajmiła spokojnie.
- Tak, teraz to wiem. Ty jesteś w porządku.
-Dzięki! Leć do niego. Na razie.


------------------------------------

Okay mamy 8.
Ktoś odwiedzi Harrego w domu :)
Nie będzie to Louis.





6 komentarzy:

  1. O matko ale sie dziej! Juz myslalam, ze Harry naprawde umarl... a tego to chyba bym nie przezyla. Super rozdzial i mam nadzieje na szybkiego nexta :) Kocham to opowiadanie! /Kim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z tą śmiercią tak jakoś samo wyszło hahha
      A następny będzie pewnie jeszcze dziś, bo mocno mi się nudzi i chce pisać. A kiedy dodacie nowe bally? Nie pośpieszam was, ani nic tylko moja koleżanka też ciągle czeka i ja I tak z ciekawości pytam.

      Usuń
    2. Nowy rozdzial na bally powinien byc dzisiaj, ale jesli nie zdazymy czy cos to bedzie jutro :)

      Usuń
    3. Przeczytałam i jest cudowny, jestem ciekawa czy wreszcie porozmawiają spokojnie :)

      Usuń
  2. Łał! Udało Ci sie mnie nabrać ;) to ze piszesz o gejach jest naprawdę ciekawe i odmienne (juz znudziło mi sie czytanie, ze jakaś tam dziewczyna zakochała sie w Harrym...). Jestem bardzo zaciekawiona losami bohaterów i jest mi przykro z powodu, ze muszę juz isc spać (jutro wczesna pobudka chociaż mam ferie :(), ale przeczytam jak tyko bede mogła. :D
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, miłych ferii.
      Moje niestety już się skończyły.

      Usuń