Rozdział 6
*Louis*
Obudziły mnie głośne krzyki Harrego.
Natychmiast pobiegłem, by sprawdzić co się stało.
Zobaczyłem go szlochającego w poduszkę.
Nie wiedziałem co robić.
Podbiegłem i objęłem go ramieniem.
Odwzajemnia uścisk i zaczął wycierać łzy.
Wyglądał jak małe, bezradne dziecko.
Zastanawiałem się czemu takiemu wspaniałemu człowiekowi jak on zdarza się tyle przykrych rzeczy.
-Cicho...spokojnie. Jestem tu. Już dobrze Harry.- powoli zacząłem go uspokajać.
Nie mam pojęcia co go tak bardzo skrzywdziło.
-Harry, co się stało? Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, prawda?- zapytałem, gdy był już spokojniejszy.
-Widzisz...ja... Też skrywam pewną historię.
Bałem się tego, co zaraz mogę usłyszeć.
-Jeśli nie chcesz, to wiesz, że nie musisz nic mi mówic- zapewniłem
Szczerze?
Miałem nadzieję, że posłucha.
Nie wiem, czy wytrzymam słuchając o czymś, co go skrzywdziło.
-Powiem ci
*Harry*
Muszę mu to powiedzieć.
***
Opowiedziałem mu wszystko, całą historię.
-Na moje szczęście ojciec odszedł ponad rok temu.
Po prostu zniknął.
-Myślisz, że to przez wyrzuty sumienia?
-Sam nie wiem, boję się, że chodzi tu o coś innego.
Pierwszy raz powiedziałem to głośno.
Od samego początku byłem pewny, że nie odszedł ze wstydu przed tym co zrobił mi i mojej mamie.
Pewnie nigdy nie poznam prawdy.
-Pss...spokojnie. To tylko złudzenie.- Louis starał się mnie pocieszyć.
-Pewnie masz rację.
To dziwne, ale jego obecność bardzo mnie uspokajała.
-Hmm...Louis?- zacząłem niepewnie.
-Tak Harry?
-Tak sobie pomyślałem... Może mógłbyś zostać przy mnie aż zasnę?
-Oczywiście, jeśli ma ci to pomóc.
Nie wiem, jak to się stało, że istnieje ktoś tak dobry.
Może to przez jego przeszłość?
-Dziękuje
Uśmiechnął się i zmrużył oczy.
Dotarło do mnie, że jesteśmy do siebie bardzo podobni.
Oboje skryci i samotni.
Bez rodziców.
Oboje skrywamy tajemnicę.
Tajemnicę, którą znamy tylko my nawzajem.
Zasnęłem z obrazem tych pięknych oczu w myślach.
Następnego ranka....ugh.
Dryń, dryń...
Mój "ulubiony" dźwięk.
No tak, szkoła.
Zobaczyłem Louisa śpiącego na krześle.
-Louis!! Wstawaj!
Zobaczyłem jak powoli otwiera zaspane powieki.
-Louis, czemu tutaj spałeś?
Musiało być ci nie wygodnie.
-Nawet nie zauważyłem jak zasnęłem.
Zrobiło mi się go szkoda.
To przeze mnie tu został.
-Dobrze, ale teraz musimy już iść.
-Szkoła? Ugh...
-Niestety śpiąca królewno.
-Dobra, dobra.. Już wstaję.
Poszedłem ubrać mój codzienny strój.
Zawsze ubieram podobne ciuchy.
Wyszedłem z łazienki i od razu rzucił mi się w oczy przyjaciel.
Miał czarne, wytarte jeansy i koszulkę w biało- niebieskie paski.
Wyglądał uroczo.
-No to jak? Gotowy?- zapytałem.
-Jak najbardziej- odpowiedział.
Ja też.
Nigdy nie szedłem do szkoły w lepszym nastroju.
To wszystko dzięki niemu.
----------------------------------------
-------------------------------------
Postanowilam wstawić juz dzisiaj.
-------------------------------------------
Czy ten dzień na pewno będzie udany?
Może w szkole nie wszystko będzie po ich myśli?
Wszystko w 7 rozdziale.
---------------------------------
Przeczytałeś? Skomentuj!
Świetny rozdział. Fajnie piszesz, wcale nie gorzej niż ja ;) Pozdrawiam i czekam na nexta
OdpowiedzUsuńDziekuje kochanie.
UsuńJa rowniez czekam na nexta u ciebie.
Och.. To widzę, skarbie, że muszę się pospieszyć z napisaniem rozdziału ;) postaram się dodać coś jeszcze w tym tygodniu :D
UsuńNa to liczę :)
Usuń