Rozdział 21
*Harry*
Zostało 10 dni.
Lekarz przekazał tą wiadomość mojemu ukochanemu.
Byliśmy załamani.
Płakliśmy w swoich ramionach.
Potem Louis zaproponował mi, żeby było to nasze najlepsze 10 dni.
Lekarz zgodził się go wypisać, ponieważ jego stan nie wymagał an razie stałej opieki, ale według niego to bardzo szybko się zmieni.
Postanowiłem, że pójdziemy do restauracji.
Romantyczna kolacja we dwójkę.
To byłoby dla mnie spełnienie marzeń.
Gdyby tylko ta druga osoba nie umierała.
Nie chciałem dać po sobie poznać smutku.
Nie przed nim.
To mają być dla niego wspaniałe dni.
Uśmiechałem się ciągle, pochylając się co chwilę, by pocałoeać go w lekko rozpalone czoło.
Usiedliśmy w rogu lokalu, z dala od ludzi.
Po prośbie właściciel zgodził się udostępnić nam parawan, który był pomocny w odizolowaniu się.
Trzymaliśmy się za ręce w oczekiwaniu na zamówione jedzenie.
*Louis*
Siedziałem tak w milczeniu, patrząc na Harry'ego.
Wiedziałem ile zostało mi czasu.
Poczułem, że przed śmiercią chcę zrobić jeszcze jedną rzecz.
Nie zależy to tylko ode mnie.
Ciekawe co na to powie.
-Harry? Mam pytanie.
-Pytaj, kochanie, śmiało.
Zebrałem się na odwagę i klęknąłrm przed nim.
-Moźe nie jestem idealny,
Nie jestem spełnieniem marzeń,
Niedługo umrę,
Nie mam nawet pierścionka,
Ale cię kocham.
Zostaniesz moim mężem?- powiedziałem to, co miałem w sercu.
Mój chłopak nie dowierzając w to, co usłyszał przetarł oczy, żeby zobaczyć, czy naprawdę przed nim klęczę.
Po dłuższej chwili łzy pociekły mu po policzkach.
Obdrował mnie swoim uśmiechem z dołeczkami.
Był taki piękny.
Perfekcyjny.
-Tak LouLou, tak!-chciał rzucić mi się na szyję, ale w ostatnie chwili przypomniał sobie o mojej sytuacji, więc objął mnie powoli i schował w ramionach.
-Harry, pocałuj mnie..
*Harry*
Złączyłem nasze usta w pocałunku.
Ocieraliśmy się o siebie językami, co chwilę mrucząc z zachwytu.
Byłem zdecydowanie najszczęśliwszą osobą na świecie.
Nie liczyła się wtedy choroba.
Ważne było to, że zaofiarował mi siebie całego.
Aż do końca.
***
Wspólnie wybraliśmy się po pierścionki.
Nie chcieliśmy, aby nosił go tylko jeden z nas.
To tak jakby to uszczęśliwiało tylko jednego.
Sprzedawca na początku spojrzał an na krzywo, ale potem pomyślał pewnie, że jesteśmy tylko braćmi lub kolegami.
Uśmiechnął się więc sztucznie i zaczął rozkładać przed nami rozmaite wyroby jubilerskie.
Niektóre zapierały dech w piersiach, ale żaden nie był na tyle wyjątkowy, żebym mógł dać go Louis'owi.
Wiedziałem, że powoli kończyły się propozycje.
Zestresowany sprzedawca wyciągnął ku nam ostatnie pudełko.
Gdy je otworzył wiedzieliśmy, że nic piękniejszego nie widzieliśmy.
-Bierzemy dwa takie- powiedzieliśmy równocześnie, chichocząc.
Zapakował je do czerwonych, zamszowych opakowań, ale my od razu nałożyliśmy je sobie nie palce.
-Twój na zawsze- powiedziałem
-Twój do końca
Pocałowaliśmy się, spotykając się przez to ze zniesmaczonymi spojrzeniami ludzi.
Nie obchodziło mnie to.
Dziś jestem ja i mój narzeczony.
Narzeczony.. Jakie to piękne.
-Twój na zawsze- powiedziałem
-Twój do końca
Pocałowaliśmy się, spotykając się przez to ze zniesmaczonymi spojrzeniami ludzi.
Nie obchodziło mnie to.
Dziś jestem ja i mój narzeczony.
Narzeczony.. Jakie to piękne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz