czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 28

Rozdział 28

*Harry*

Zostały trzy dni...
Jednak tym razem nie było mi dane przywitać ukochanego pocałunkiem.
Zamiast tego obudził mnie krzyk zagłuszony płaczem.
Spojrzałem na mojego chłopaka i już wiedziałem.
Kończy nam się czas.
W pośpiechu zadzwoniłem po pogotowie i przekazałem im istotne informacje.

-Lou.. Dasz radę, wszystko będzie dobrze.- pocieszałem go.

Westchnął tylko i spojrzał w moje oczy.
Ból tak go zmęczył, że nie miał już sił na płacz i krzyki.

-Nie mów tak. Nie będzie dobrze.
Przecież wiesz co się dzieje.
Wiesz, że umieram.

Ze szlochem wpadłem w jego ramiona, zapominając o jego stanie.
Dopiero po cichym syknięciu chłopaka, uświadomiłem sobie swój błąd.
Karetka przyjechała pod dom chwilę później.
Wzięli na nosze nieprzytomnego już Louisa.
Pozwolili mi pojechać z nim.
Po drodze pytali o dokładniejsze dane.
Nie mogłem odpowiadać im spokojnie.
Dusiłem się łzami i kaszlałem.
Szybko dojechaliśmy do szpitala.
Mojego ukochanego przewieźli gdzieś na salę.

***

-Proszę pana..- ktoś odezwał się ledwie słyszalnie.

Zdałem sobie sprawę, że zasnęłem.
Nawet nie zauważyłem kiedy.

-Tak?- odpowiedziałem, przyglądając się doktorowi w białym fartuchu.

-Już z nim lepiej, ale będzie musiał tu zostać.. Do końca. A teraz prosi, żeby pan ho odwiedził.
-Dobrze, dziękuję.

Ruszyłem w kierunku wskazanym przez lekarza.
Przed uchyleniem drzwi zalała mnie fala niepokoju.
Znacie to uczucie, kiedy wiecie, że za chwilę coś się stanie?
Tak właśnie się czułem.
Nabrałem powietrza i po dłuższym czasie je wypuściłem.
Z niewiadomego powodu bałem się tego, co usłyszę.
Mina mojego męża tylko spotęgowała obawy.

-Harry... Usiądź.

Zrobiłem to o co prosił i czekałem na dalsze słowa.

-Powiem ci  teraz coś i proszę...
Niech to nie sprawi, że mnie znienawidzisz.
-Ja? Znienawidzić cię?!
-Proszę, nic nie mów. Poprostu posłuchaj.- przytaknęłem.
-Pamietasz Jessie?- ponowne kiwnięcie.
-Wiesz, że miała brata?- tym razem zaprzeczyłem.
- No więc tak, miała brata.
Jej brat cię nienawidził.
Nienawidził tego, że przez ciebie się zabiła.
Za wszelką cenę chciał się zemścić.

-Ale.. Skąd ty to...- zaczęłem, ale zrozumiałem jaka jest prawda- To ty.

Kiwnął głową, potwierdzając moje słowa.

-O mój boże! Ty...Ty mnie nie kochałeś! Nic się nie zmieniłeś, jesteś taki jak Anna!
-Nie, Harry..
Chciałem się zemścić.
Chciałem cię w sobie rozkochać i porzucić.
Tak było zanim cię poznałem.
Ale wtedy...
Już pierwszego dnia wiedziałem, że nie dam rady.
Ja szczerze się zakochałem.
-Jakieś jeszcze nowości?- warknęłem
-Nie, to już wszystko..- z oczu spływały mu łzy.
-Fantastycznie! Jaką mam pewnośc, że to prawda?!!
-Harry ja..

Nie mogłem tego słuchać.

-Nie! Skończ już kłamać, Louis! Ja muszę to przemyśleć!

Westchnął smutno, ale kiwnął głową.
Musiał zaakceptować i zrozumieć mój wybór.

-Kocham Cię, Hazz!- powiedział, a ja zignorowałem te słowa, nie wiedząc czy są szczere.


___________

Jeszcze tylko dwa rozdziały i epilog jejku nie mogę uwierzyć, że się nie poddałam.







3 komentarze:

  1. Nie powiem ten rozdział mnie zaskoczył :) Szkoda tylko, że to opowiadanie już się kończy/ Kim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Ciągle mam nadzieję, że Lou jednak przeżyje...

      Usuń
    2. Mnie też zaskoczył haha, tak jakoś przypadkowo to wymyśliłam.
      A codo drugiego, to sama do ostatniej chwili zastanawiałam się jak skończyć to opowiadanie i choć mam napisane, to nie wiem, czy go nie zmienie.
      Ze mną nigdy nie ma nic pewnego haah

      Usuń