Rozdział 28
*Harry*
Zostały trzy dni...
Jednak tym razem nie było mi dane przywitać ukochanego pocałunkiem.
Zamiast tego obudził mnie krzyk zagłuszony płaczem.
Spojrzałem na mojego chłopaka i już wiedziałem.
Kończy nam się czas.
W pośpiechu zadzwoniłem po pogotowie i przekazałem im istotne informacje.
-Lou.. Dasz radę, wszystko będzie dobrze.- pocieszałem go.
Westchnął tylko i spojrzał w moje oczy.
Ból tak go zmęczył, że nie miał już sił na płacz i krzyki.
-Nie mów tak. Nie będzie dobrze.
Przecież wiesz co się dzieje.
Wiesz, że umieram.
Ze szlochem wpadłem w jego ramiona, zapominając o jego stanie.
Dopiero po cichym syknięciu chłopaka, uświadomiłem sobie swój błąd.
Karetka przyjechała pod dom chwilę później.
Wzięli na nosze nieprzytomnego już Louisa.
Pozwolili mi pojechać z nim.
Po drodze pytali o dokładniejsze dane.
Nie mogłem odpowiadać im spokojnie.
Dusiłem się łzami i kaszlałem.
Szybko dojechaliśmy do szpitala.
Mojego ukochanego przewieźli gdzieś na salę.
***
-Proszę pana..- ktoś odezwał się ledwie słyszalnie.
Zdałem sobie sprawę, że zasnęłem.
Nawet nie zauważyłem kiedy.
-Tak?- odpowiedziałem, przyglądając się doktorowi w białym fartuchu.
-Już z nim lepiej, ale będzie musiał tu zostać.. Do końca. A teraz prosi, żeby pan ho odwiedził.
-Dobrze, dziękuję.
Ruszyłem w kierunku wskazanym przez lekarza.
Przed uchyleniem drzwi zalała mnie fala niepokoju.
Znacie to uczucie, kiedy wiecie, że za chwilę coś się stanie?
Tak właśnie się czułem.
Nabrałem powietrza i po dłuższym czasie je wypuściłem.
Z niewiadomego powodu bałem się tego, co usłyszę.
Mina mojego męża tylko spotęgowała obawy.
-Harry... Usiądź.
Zrobiłem to o co prosił i czekałem na dalsze słowa.
-Powiem ci teraz coś i proszę...
Niech to nie sprawi, że mnie znienawidzisz.
-Ja? Znienawidzić cię?!
-Proszę, nic nie mów. Poprostu posłuchaj.- przytaknęłem.
-Pamietasz Jessie?- ponowne kiwnięcie.
-Wiesz, że miała brata?- tym razem zaprzeczyłem.
- No więc tak, miała brata.
Jej brat cię nienawidził.
Nienawidził tego, że przez ciebie się zabiła.
Za wszelką cenę chciał się zemścić.
-Ale.. Skąd ty to...- zaczęłem, ale zrozumiałem jaka jest prawda- To ty.
Kiwnął głową, potwierdzając moje słowa.
-O mój boże! Ty...Ty mnie nie kochałeś! Nic się nie zmieniłeś, jesteś taki jak Anna!
-Nie, Harry..
Chciałem się zemścić.
Chciałem cię w sobie rozkochać i porzucić.
Tak było zanim cię poznałem.
Ale wtedy...
Już pierwszego dnia wiedziałem, że nie dam rady.
Ja szczerze się zakochałem.
-Jakieś jeszcze nowości?- warknęłem
-Nie, to już wszystko..- z oczu spływały mu łzy.
-Fantastycznie! Jaką mam pewnośc, że to prawda?!!
-Harry ja..
Nie mogłem tego słuchać.
-Nie! Skończ już kłamać, Louis! Ja muszę to przemyśleć!
Westchnął smutno, ale kiwnął głową.
Musiał zaakceptować i zrozumieć mój wybór.
-Kocham Cię, Hazz!- powiedział, a ja zignorowałem te słowa, nie wiedząc czy są szczere.
___________
Jeszcze tylko dwa rozdziały i epilog jejku nie mogę uwierzyć, że się nie poddałam.
Nie powiem ten rozdział mnie zaskoczył :) Szkoda tylko, że to opowiadanie już się kończy/ Kim
OdpowiedzUsuńP.S. Ciągle mam nadzieję, że Lou jednak przeżyje...
UsuńMnie też zaskoczył haha, tak jakoś przypadkowo to wymyśliłam.
UsuńA codo drugiego, to sama do ostatniej chwili zastanawiałam się jak skończyć to opowiadanie i choć mam napisane, to nie wiem, czy go nie zmienie.
Ze mną nigdy nie ma nic pewnego haah