Rozdział 18
*Louis*
Obudziły mnie czyjeś krzyki.
-Harry! Louis, Lou obudź się!- krzyczała Tori.
Może przeczytała w gazecie, że ktoś odnalazł zwłoki Harry'ego?
Nie, chwila..
Jej głos był radosny.
-C..co się stało?- wyjąkałem
Przetarłem oczy i nie dowierzałem w to, kto stoi w korytarzu.
-Ha..Harry?- czy to naprawdę on?
Dopiero teraz dostrzegłem jak wiele blizn pokrywa jego ciało.
Był cały posiniaczony.
Zerwałem się z kanapy i podbiegłem do ukochanego.
Rzuciłem mu się na szyję.
Skrzywił się z bólu i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę ze swojej głupoty.
-Przepraszam, nie chciałem zrobić ci krzywdy.
-Nic się nie stało, to tylko siniaki- pomimo bólu starał się uśmiechnąć
-Harry, połóż się i odpocznij.
-No co ty! Dobrze się czuję Boo- machnął ręką, po czym zgiął się w pół.
Zachichotałem lekko z tego, jak bardzo był uparty.
-Może jednak odpocznę- zgodził się
Położył się i przykrył kocem.
Nie zdziwiło mnie, kiedy zobaczyłem, że zasnął.
Musiał wiele przejść.
Tak mi go żal.
Wiem, że niezależnie od tego, co ostatnio przeżywał, powie nam to.
Trzeba tylko poczekać.
Porozmawiałem z Victorią.
Okazało się, że Harry wrócił chwilę przed moim przebudzeniem się, a jego jedynymi słowami było 'Gdzie mój Loueh?'.
Wpatrywaliśmy się w niego w milczeniu.
Tak minęło nam kilka godzin.
Po tym czasie otworzył oczy i spojrzał w moją stronę.
-Tak bardzo cię kocham, Louis- jego głos przepełniony był smutkiem.
-Ja ciebie też, Harry...
Nie wiedziałem jak mam delikatnie zacząć tą rozmowę.
-Harry?
-Tak?
-Wiesz, że powinieneś mi powiedzieć?
*Harry*
Kiedy to powiedział, wróciły do mnie wspomnienia tego dnia.
******
Wyszedłem do łazienki, zostawiając Louis'a w kawiarnii.
Po wyjściu z kabiny ktoś uderzył mnie w głowę.
Zauważyłem twarz sprawcy, a po chwili zemdlałem.
Po odzyskaniu przytomności, nie wiedziałem, gdzie jestem.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
Była to jakaś ciemna piwnica.
Chciałem wstać, ale wtedy poczułem sznury trzymające mnie na krześle.
Chałas, który zrobiłem, szarpiąc się z węzłami przywołał dwóch mężczyzn.
Mieli na sobie kominiarki.
Chciałem znaleźć wśród nich tego, który mnie pobił, ale zdałem sobie sprawę z tego, że nic nie pamiętam.
Ani wzrostu, ani koloru oczu, ani kształtu twarzy.
Po chwili dołączył trzeci człowiek.
Był wyższy i bardziej umięśniony.
Zaczęli mnie bić i kopać.
Pluli mi w twarz.
Na końcu wyjaśnili, że brzydzą się "pedałami".
Nigdy nie zrozumiem jak można być tak bardzo nietolerancyjnym.
Przecież mi nikogo nie krzywdzimy.
Zdałem sobie sprawę z tego, jak głupi byłem, pozwalając im na to.
W duchu dziękowałem mamie za zapisanie mnie na różne kursy samoobrony i sztuki walki.
Patrząc na mnie, nikt nie spodziewałby się tego, ale ja byłem bardzo dobry w biciu się.
Poprostu tego nie lubiłem.
Gardziłem przemocą, ale w tamtej chwili poczułem, że tylko to może mnie uratować.
Udało mi się odwiązać sznury.
Wziąłem głęboki oddech i podbiegłem do pierwszego, uderzając go z zaskoczenia w brzuch.
Z kolejnym poszło trudniej, ale poradziłem sobie.
Trzeci był najgorszy.
Nasz pojedynek zostawił mi na twarzy wiele ran, ale wygrałem.
To było tylko szczęście.
Mało brakowało do przegranej.
******
Opowiedziałem Louis'owi moją historię, jednak pominąłem większość scen, które były dość.. Przerażające.
-To wszystko- powiedziałem
Otarł łzy z mojego policzka.
Jego dotyk zawsze poprawiał mi nastrój.
-Nie martw się, wymyślimy coś.
Nie jestem pewien...
Chyba nic nie da się zrobić.
Chciałbym zniknąć.
Tak zwyczajnie się poddać.
----------
Tak jak obiecałam, teraz nadrabiam.
Proszę o komentarze.
Dla was to tylko chwila, a dla mnie dużo znaczący gest.
Kolejny powinien pojawić się jutro.
Właściwie to dzisiaj, bo już po północy.
Myślę, że będzie około 15.
<3
OdpowiedzUsuń